Archwium > Numer 542 (10/2018) > Świadectwo > PSY, ŚWINIE I PERŁY

PSY, ŚWINIE I PERŁY
Współczesne psy i świnie to nasi bracia i siostry, którzy na mocy chrztu mają prawo oczekiwać od nas nie potępienia, ale zupełnie czegoś innego. Oni i my nie żyjemy przecież w świecie idealnym.

Wacław Oszajca SJ

Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie pereł przed świnie, bo je podepczą, a potem rzucą się, aby was rozszarpać (Mt 7,6). Według niektórych egzegetów ta wypowiedź, logion, nie pochodzi bezpośrednio od Jezusa. Stanowi oddzielną całość nie bardzo pasującą do kontekstu, w jakim występuje w Mateuszowej Ewangelii i nie tylko w niej. Joachim Gnilka wprost twierdzi, że „Przeciwko bezpośredniemu pochodzeniu logionu od Jezusa przemawia sugerowane przezeń oddzielenie się od świata. Jezus nie unikał sytuacji trudnych. Przeciwnie, szedł tam, gdzie agresja zdawała się być największa”, a papież Franciszek zauważył, że nikt za Jezusem nie chodził z notesem i nie mamy stenogramów Jego przemówień.

Świniami nazywano pogan, a zwłaszcza Rzymian. Bezdomne psy budziły w Żydach odrazę, mimo że jedynie one okazały współczucie Hiobowi. Co innego perły – wywoływały najcieplejsze uczucia i oczywiście pożądanie. Wracajmy jednak do naszych świń. Wydaje się, że omawiany opis, jego brutalność, może złagodzić fragment Ewangelii Łukasza. Jezus mówi do uczniów: „Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam” (Łk 10,8–14). Właśnie z tamtych rejonów pochodziła Syrofenicjanka, która prosiła Jezusa o uwolnienie jej córki od demona. Najpierw Jezus odpowiedział jej tak: „»Nie wypada zabierać chleba dzieciom i rzucać go szczeniętom«. Ona zaś rzekła: »Tak, Panie! Ale i szczenięta zjadają resztki, które spadają ze stołu ich panów«. Wtedy Jezus powiedział: »Kobieto! Wielka jest twoja wiara! Niech więc ci się stanie tak, jak chcesz«. I w tej samej chwili jej córka została uzdrowiona” (Mt 15,26–28).

Kociarze

Do czego prowadzi zbytnia troska o perły, niech świadczy sposób, w jaki do niedawna w naszym Kościele traktowaliśmy nasze siostry i braci niemogących zawrzeć kościelnego małżeństwa sakramentalnego ze względu na rozwód. Nie chodziliśmy do nich po kolędzie, odmawialiśmy katolickiego pogrzebu, a nawet chrzczenia dzieci, jednym słowem – ekskomunikowaliśmy ich z Kościoła, mówiąc, że żyją na kocią łapę, że to kociarze.

Powoli, na dobre od Jana Pawła II, takie podejście do „nieregularnych” zaczęliśmy zmieniać. Zrozumieliśmy, że owe współczesne – przepraszam – psy i świnie to jednak nasi bracia i siostry, którzy na mocy chrztu mają prawo oczekiwać od nas nie potępienia, ale zupełnie czegoś innego. Oni i my nie żyjemy przecież w świecie idealnie przylegającym do ideału chrześcijańskiego życia. Poza tym każdy z nas, jeśli jest chrześcijaninem z Ducha, z przekonania, nieustannie boleśnie odczuwa, że jest w nas niedające się niczym zasypać pęknięcie nazywane grzechem pierworodnym. Paweł Apostoł skarży się w Liście do Rzymian: „Wiem przecież, że we mnie – to jest w moim ciele – nie mieszka dobro, ponieważ w mojej mocy jest pragnienie dobra, ale nie jego wykonanie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę. A jeśli robię to, czego nie chcę, już nie ja to robię, ale mieszkający we mnie grzech. Dostrzegam więc tę prawidłowość, że kiedy chcę czynić dobro, pojawia się we mnie zło. W głębi serca Prawo Boga napełnia mnie radością. Widzę jednak w sobie inne prawo, sprzeciwiające się prawu mojego umysłu i zagarniające mnie w niewolę grzechu, który mieszka we mnie. Jestem nieszczęsnym człowiekiem! Kto mnie wyzwoli z ciała śmierci? Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, natomiast ciałem – prawu grzechu” (Rz 7,18–25).

O tym, że poczucie tego rozdwojenia w wypadku Pawła nie było tylko chwilową psychiczną niedyspozycją, świadczy inne jego wyznanie. Z jednej strony ma on świadomość bliskości Jezusa, jest pewny Jego miłości i Jego miłosierdzia, ale z drugiej strony wciąż musi się borykać z okolicznościami, w których przychodzi mu żyć. Z uwarunkowaniami zewnętrznymi, ale też z uwarunkowaniami psychicznymi, mentalnymi lub najzwyczajniej w świecie stwarzanymi przez chorobę. „Jeśli więc chciałbym się chlubić – mówi Paweł Apostoł – nie byłbym szaleńcem, bo mówiłbym prawdę. Powstrzymuję się jednak, bo ktoś mógłby oceniać mnie ponad to, co może u mnie dostrzec lub ode mnie usłyszeć na podstawie ogromu objawień. Dlatego, abym nie unosił się pychą, w moim ciele doświadczam słabości. Została mi ona dana jako wysłannik szatana, który mnie policzkuje, abym nie unosił się pychą. Dlatego trzykrotnie zwróciłem się do Pana z prośbą, aby oddalił ją ode mnie. Pan jednak mi odpowiedział: »Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem doskonali się w słabości«. Wolę więc chlubić się raczej moimi słabościami, aby zstąpiła na mnie moc Chrystusa. Dlatego ze względu na Chrystusa raduję się z moich słabości, zniewag, niedostatków, prześladowań i ucisków. Kiedy bowiem jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor 12,6–10).

Nie nam wnikać w duszę Pawła i deliberować, kim jest ten wysłannik szatana. Swoją drogą przydałoby się nam w wielu wypadkach, a zwłaszcza kiedy przychodzi nam mówić o Maryi, Matce Chrystusa, więcej delikatności, więcej dyskrecji i poszanowania dla najbardziej intymnych sfer ludzkiego życia, relacji z innymi i z Bogiem. Może nadszedł już czas, żeby się zastanowić nad takimi nazwami jak niepokalane poczęcie, dziewictwo, nienaruszanie dziewictwa w czasie porodu, dziewica nietknięta itp. Wracając do tematu, trzeba powiedzieć, że gdzieś po drodze zagubiliśmy w Kościele Pawłową pokorę i uwierzyliśmy, począwszy od papieży, przez kardynałów, biskupów i prezbiterów, a skończywszy na świeckich, w naszą wyższość i szlachetność, wprost niewinność, tyle tylko że urzędową, a nie rzeczywistą. Stąd innych chrześcijan nazywaliśmy już nie tylko schizmatykami i heretykami, ale psami, a niewierzących świniami. W Didache czytamy: „Niech zaś nikt nie pożywa ani nie pije z waszego Dziękczynienia (Eucharystii), jak tylko sami ochrzczeni w imię Pańskie; o tym właśnie powiedział Pan: »Nie dawajcie psom tego, co święte«”.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

MIEĆ ALBO NIE MIEĆ

PODSZEWKA WSZECHRZECZY

WIARA AMBASADORA

OBRONA WINOWAJCY

Nawet prorocy nie znają Boskiej mocy


komentarze



Facebook