TATUAŻ ZE ŚW. TOMASZEM
Dbałość o wygląd i ubiór są według św. Tomasza ściśle związane z miłością. Jeżeli małżonkowie się kochają, to ciągle zabiegają o swoje względy.

FOT. JAMES DOUGLAS / UNSPLASH.COM


Maciej Muller: Podobno św. Tomasz wypowiadał się na temat nadwagi i modnych fryzur.

Tomasz Gałuszka OP: To prawda. Teologia Tomasza przenikała wszystkie wymiary życia. W średniowieczu za królową nauk uznawano nie matematykę czy fizykę, ale teologię: to ona szukała najgłębszych przyczyn zjawisk. Dlatego nie dziwi mnie, że św. Tomasz, pisząc w drugiej połowie XIII wieku Sumę teologii, swoje najważniejsze dzieło, zajął się również takimi aspektami rzeczywistości jak ubiór, makijaż, fryzura czy otyłość. Przecież dusza przemawia przez ciało; jak pisze Akwinata, stan umysłu rozpoznaje się po stanie ciała. I nie ma takiego elementu na świecie, który nie interesowałby Boga.

Skoro mówimy o zewnętrzności, to może zajmijmy się najpierw samym Tomaszem? O jego otyłości krążą legendy.

Bo to był – że tak kolokwialnie powiem – kawał chłopa. Jego przodkowie pochodzili z Normandii i na początku XI wieku przybyli do południowej Italii. Przypuszcza się, że mógł mieć blisko dwa metry wysokości. A prowadził w porównaniu z innymi dominikanami raczej mało ruchliwy tryb życia. Odbył kilka wypraw między Rzymem a Paryżem, może nawet częściowo pieszo, niemniej przez większość czasu stał lub siedział, pisząc samodzielnie lub dyktując dzieła – a było ich w sumie 111. Był tak bardzo zajęty, że nie mógł sobie pozwolić na żadne exercitia corporales (ćwiczenia cielesne), dietę też miał niezdrową: jadł to, co wszyscy, czyli ogromne ilości węglowodanów. Każdy z braci spożywał wtedy nawet do dwóch kilogramów chleba dziennie, do tego dochodziła potrawa przypominająca owsiankę. Mięsa w XIII wieku zakonnicy prawie w ogóle nie jedli, w przeciwieństwie do ryb – głównie solonych śledzi z beczki. Święty Tomasz na łożu śmierci, pytany o ostatnie życzenie, powiedział, że chciałby zjeść śledzia. Wszystko to sprawiło, że w relacjach świadków był określany jako człowiek duży, masywny, nawet otyły.

A co sam pisał o ludziach otyłych?

W polskim tłumaczeniu Sumy słowo pinguis zostało oddane wprost jako „tłuściochy” i „grubasy”. Pojawia się ono kilkakrotnie, między innymi w bardzo tajemniczym fragmencie komentarza do drugiego rozdziału Listu do Kolosan. Zastanawiając się nad problemem ludzi nadętych – pyszałków, Tomasz pisze niespodziewanie: homines pingues pleni sunt veritatis. Czyli że… tłuściochy są pełne prawdy. Kiedy natrafiłem na to zdanie, przetarłem oczy i pomyślałem: Chwileczkę, o średniowieczu wiele można powiedzieć, ale nie to, że tworzono w nim rzeczy głupie. Takie zdanie nie powinno się znajdować w tekście Tomasza. Chociaż kiedy je pokazałem jednemu z braci, zapowiedział, że weźmie je sobie jako motto, jeśli zostanie kiedyś biskupem.

A może Tomasz, oswojony przez lata z własną otyłością, postanowił podzielić się z czytelnikami swoimi przemyśleniami?

Tylko cóż to niby znaczy, że „tłuściochy są pełne prawdy”? Już samo zestawienie słów: „prawda”, pochodzącego ze świata filozofii, i „tłuściochy” – z języka ówczesnej karczmy, jest absurdalne. Poza tym zdanie to może rodzić pewne wątpliwości natury gramatycznej. Tomasz słowo plenus (pełny) łączył zazwyczaj nie z genetivem(dopełniaczem), tylko z ablativem (narzędnikiem/miejscownikiem), a zatem prawidłowo zdanie brzmiałoby: „pleni sunt veritate”. Po drugie trzeba zwrócić uwagę na kontekst. Wyjaśniając słowo „nadęty” z Listu do Kolosan, Tomasz wskazuje, że istnieją dwa rodzaje nadęcia. Można być nadętym jak balon, który jest pusty w środku. Albo też podobnie jak tłuścioch – i tu pada owo nieszczęsne zdanie. Ono zupełnie tu nie pasuje. Powinna się pojawić jakaś metafora: tak jak balon jest nadęty powietrzem, tak samo tłuścioch jest nadęty… tylko czym?

Masz jakieś podejrzenia?

Tak, ale żeby je zweryfikować, musiałbym zbadać w Paryżu najstarsze zachowane rękopisy. Przypuszczam, że chodzi o błędny odczyt skrótu, który powtarzali wszyscy późniejsi kopiści. Słowo veritatis w formie skróconej wyglądałoby bardzo podobnie jak inne, visceribus, oznaczające „flaki, trzewia, wnętrzności”, czyli nasz uroczy tłuszczyk. Wtedy wszystko by się zgadzało. Tomasz nie był zwolennikiem otyłości. Podążając wiernie za Arystotelesem, uważał, że osoby otyłe – podobnie jak wielkie byki i inne wielkie zwierzęta – mają bardzo słabe nasienie. Zgodnie bowiem z ówczesną wiedzą biologiczną, kiedy taki gigantyczny i opasły organizm (ludzki lub zwierzęcy) będzie porządnie najedzony, to niewiele energii zostaje na produkcję nasienia. Co innego szczupli i gibcy – oni mogą liczyć na liczne potomstwo.

Ponadto osoba otyła była w średniowieczu traktowana jako słaba moralnie i szczególnie narażona na popadnięcie w różne grzechy. Jej słabość, skłonność do obżarstwa, była widoczna gołym okiem i znana każdemu. Dodajmy, że był to raczej grzech elit, także kleru, który często jadł lepiej i więcej od swoich owieczek.

Szczupłość i bycie fit było pożądaną cechą – i w tym kierunku szła również cała ówczesna moda. Od XIII wieku preferowano fasony i kolory, które wyszczuplały. Noszono bardzo długie rękawy, sięgające niemal do ziemi, albo długie spiczaste buty. Były one tak modne, że Sobór Laterański IV zakazał duchownym ich noszenia; dominikanom przypomniała o tym jakiś czas później kapituła generalna.

Występuje już wtedy zdefiniowany strój duchowny?

To jeszcze nie czas sutanny – te wprowadzi dopiero Sobór Trydencki w XVI wieku. Tylko zakonnicy mieli ściśle określony strój – habit. Jeśli chodzi o duchownych diecezjalnych, przepisy mówiły raczej, czego nie wolno im nosić. W swojej garderobie poza butami w szpic nie powinni mieć strojów z rękawami do ziemi, zdobnych w pasy, za długich ani też za krótkich – bo ówczesna moda podkreślała szczupłość także przez kreacje obcisłe – np. rajstopy i krótkie spodenki w pasy. Szaty miały być skromne i tanie – co oznaczało minimalną zawartość barwnika. Odpadały więc szalenie popularne w wyższych sferach ubiory czerwone, zielone i jaskrawoniebieskie. A już szczególnie zakazywano księżom noszenia najmodniejszego w średniowieczu połączenia zieleni z czerwienią.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Muller - anno domini 1982, studied history at the Jagiellonian University and journalism at Tischner European University. He is a journalist and historian, until January 2012 he was on the editorial board of Tygodnik Powszechny and headed its religion section. He published (together with Tomasz Ponikło) Miłość z odzysku [Love out of recovery] devoted to non-sacramental couples in the Church (Znak 2010). (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Przedsionki Pana Boga

BÓG NIE JEST KROWĄ

NIEBO ZA 9,99

Opowiedzieć Bogu o Bogu

INKWIZYTOR TEŻ CZŁOWIEK


komentarze



Facebook