Archwium > Numer 542 (10/2018) > Orientacje > HISTORIA W STADIUM ROZPADU

HISTORIA W STADIUM ROZPADU
"Donbas"; reżyseria: Siergiej Łoźnica; występują: Valeriu Andriuta, Evgeny Chistyakov, Georgiy Deliev,; Niemcy, Ukraina, Francja, Holandia, Rumunia 2018, dystrybucja: Against Gravity

Kadr z filmu Donbas; FOT. AGAINST GRAVITY


Dominik Jarczewski OP

Kiedy historia się powtarza, za pierwszym razem przyjmuje formę tragedii, za drugim – farsy. Autor Opowiadań kołymskich Warłam Szałamow napisał kiedyś, że to znane powiedzenie mija się z rzeczywistością. Istnieje bowiem jeszcze trzecie odbicie tych samych wydarzeń, tej samej intrygi – odbicie świata podziemnego w krzywym zwierciadle. Intryga jest tu jednocześnie nieprawdopodobna i realistyczna. Istnieje naprawdę, blisko nas. Słowa dawnego więźnia gułagu stały się dla ukraińskiego reżysera Siergieja Łoźnicy inspiracją do stworzenia opisu życia codziennego w dzisiejszym Donbasie.

Przygnębiający jest ten obraz. Przemieszczamy się przez kolejne kręgi szarego piekła. Przemoc, okrucieństwo i groteska mieszają się ze sobą. Zwiedzamy postapokaliptyczny świat, w którym nie ma żadnych trwałych punktów odniesienia. Zarówno państwo, jak i historia, tożsamość, wartości zostały zdekonstruowane – to znaczy zburzone i odbudowane w nieprawdopodobny, nienaturalny sposób – jak we śnie wariata. Wrażenie to potęgują świadomie zastosowane środki formalne. Reżyser zdecydował się na strukturę fragmentaryczną filmu: składa się on z trzynastu epizodów – nierównej długości, nierównej wagi, których poza miejscem akcji nic ze sobą nie łączy i do których, z jednym, znaczącym wątkiem, nie powraca w dalszej części filmu. Bohaterowie się zmieniają – kamera wybiera ich losowo. Zaburzony został podział na postaci pierwszoplanowe, drugoplanowe i epizody. Nie sposób się w tym nie pogubić. Ale tak ma być – nie ma bowiem żadnego trwałego punktu oparcia.

Fake

Tę dezorientację potęguje to, że już od pierwszej sceny reżyser wyraźnie daje do zrozumienia, że nie wszystko, co widzimy, dzieje się naprawdę. Film rozpoczyna się w przyczepie charakteryzatorskiej. Znudzeni aktorzy i charakteryzatorki przygotowują się do rozpoczęcia zdjęć. Nagle wchodzi kierowniczka planu i wywołuje wszystkich. Spodziewamy się zobaczyć zwyczajny plan filmowy z reflektorami, mikrofonami, kamerami, krzesłem reżysera. Nic z tych rzeczy. Aktorzy (a może statyści?) biegną między blokami poganiani przez kierowniczkę. Razem z nimi biegną kamerzyści. W pewnym momencie rozlegają się strzały. Czy to już początek ujęcia, czy droga na plan w stanie wojny? Za chwilę zobaczymy jedną z aktorek, która opowiada do kamery o zamachu na autobus. Widzimy go na drugim planie. Później różne ujęcia tej samej sceny będą się przewijać w tle innych epizodów jako fragment telewizyjnych wiadomości. A zatem wszystko to fałsz, inscenizacja, fake news doprowadzony do perfekcji. Czy cokolwiek, co dalej zobaczymy, będzie prawdą, czy podobnym fałszerstwem?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KTÓRZY SIĘ SMUCĄ

MIZANTROP OCALONY?

WSZYSTKO

ZAMIESZKAJMY RAZEM!

TROCHĘ CIENIA


komentarze



Facebook