Archwium > Numer 546 (02/2019) > Rozmowa w drodze > ŻYJ I POZWÓL ŻYĆ INNYM

ŻYJ I POZWÓL ŻYĆ INNYM
Wmówiliśmy sobie, że bez mięsa nie możemy żyć, że mięso jest fundamentem, na którym opiera się całe nasze biologiczne istnienie. A przecież to bzdury.

FOT. SAM CARTER / UNSPLASH.COM


Roman Bielecki OP: „Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka”. To cytat z twojej książki. Prawdę mówiąc, po takim zdaniu miłośnicy mięsa i rzeźnicy powinni się spakować i wyjechać na koniec świata.

Szymon Hołownia: To nie jest moja myśl. To cytat z Izaaca Bashevisa Singera, który w Polsce jest znany przede wszystkim ze swojej działalności literackiej, a przecież był to człowiek, który miał niezwykle rozwinięty zmysł wrażliwości na świat przyrody, dziś powiedzielibyśmy, że był wręcz prozwierzęcym aktywistą. Jak zaznaczyłem w książce, moralne prawo do sformułowania takiej metafory miał wyłącznie Żyd.

Podpisujesz się pod nią?

On miał, ja nie mam takiego moralnego prawa. Zresztą – od metafor wolę liczby. Człowiek zabija rocznie 76 miliardów zwierząt na mięso, z czego 12 miliardów kończy w koszu jako przeterminowana, źle wyeksponowana czy nie tak opakowana żywność. Chów przemysłowy to etyczna makabra, potencjalna bomba epidemiologiczna, koszmarna uciążliwość społeczna (w samym powiecie żuromińskim w Polsce żyje dziś 20 milionów kur i ponad pół miliona świń, proszę sobie wyobrazić ilość ich odchodów). Wymieranie gatunków odbywa się dziś około tysiąca razy szybciej, niż wynikałoby to z normalnych procesów. Wniosek? Z pana stworzenia człowiek stał się jego oprawcą. Bóg – to przecież stoi jak wół w Księdze Rodzaju – wpisał nas we wspólnotę, w genialnie pomyślany system. A my ogłosiliśmy się despotą, zaczęliśmy stosować względem siebie przemoc domową.

Przemoc domowa to jednak pewien margines, a nie norma. Czy z przykładami, które podajesz odnośnie do złego traktowania zwierząt, nie jest podobnie? Po co od razu podważać zasadność istnienia całego przemysłu burgerowego?

Bo tu nie chodzi tylko o to, że podczas rozładunku ktoś kopnął świnię czy krowę. Zło jest w DNA całego tego systemu. Tu nie ma już więzi między człowiekiem – opiekunem stworzenia i poddanym mu stworzeniem, w wielkich rzeźniach czy farmach wszystkim steruje komputer, wszystko robi się na tempo. A my się zgadzamy na to, bo daliśmy sobie wmówić, że tak po prostu musi być. Nie musi. W swojej pracy coraz częściej mam do czynienia z ofiarami handlu ludźmi (biznesu dziś bardziej dochodowego niż handel bronią i narkotykami razem wzięte). Czytałem ostatnio sporo o niewolnictwie i o tym, jak bardzo opornie szło jego znoszenie. Przecież jeszcze w XIX wieku byli politycy – brytyjscy czy amerykańscy – którzy twierdzili, że jego brak zdemontuje cały system społeczny. To przecież jest usankcjonowane od wieków i daje ludziom zarobić na chleb. Przecież w Piśmie Świętym też mamy niewolnictwo i nawet św. Paweł nakazuje niewolnikom, żeby byli posłuszni swoim panom. Czego się czepiamy, przecież zawsze tak było.

Tymczasem świadomość etyczno-moralna ludzkości doszła do odkrycia, że niewolnictwo jest czymś, czego nie da się pogodzić z moralnością człowieka. Podobnie jest z naszą recepcją objawienia Bożego. Coraz więcej wiemy o świecie, Bóg pozwala nam coraz głębiej rozumieć jego złożoność. Ja nie chcę, żeby rodziny rzeźników umarły teraz z głodu. Wydaje mi się, że spokojnie moglibyśmy dać im zarobić na chleb, prosząc, by oprócz coraz większej ilości coraz mniej odżywczego mięsa produkowali nam bardziej zróżnicowaną i przyjazną wszystkim żywność. Rozwijamy się na tak wielu różnych polach, a w tym jednym, dotyczącym naszej wygody związanej z jedzeniem mięsa, okopaliśmy się i nie ma na ten temat żadnej rozmowy.

Dlaczego ten temat wzbudza tyle emocji?

Bo wyjście z nałogów kosztuje. Jeśli człowiek uzależnia się od seksu czy od pieniędzy, będzie tworzył nieprawdopodobne konstrukcje myślowe, byleby tylko dostać to, czego domaga się nałóg. Z jedzeniem jest podobnie, dlatego że mięso nam smakuje. Wprowadzenie zmian wiąże się z pewnym wysiłkiem, który trzeba byłoby wykonać, a my tego nie chcemy. Łatwiej nam powiedzieć, że weganie to idioci i ekstremiści. Zapraszam do rzeźni i do fabryki tofu, a później porozmawiajmy o tym, kto sponsoruje ekstrema. To po pierwsze. Po drugie – w ciągu paru ostatnich dekad dostaliśmy szereg oczywistych dowodów, że mięsożerna obsesja rosnącej z roku na rok ludzkości nie pozbawia życia wyłącznie zwierząt, ale bardzo konkretnie zabija też człowieka. Powtórzę: Bóg nie stworzył świata osobno, a człowieka osobno, pomyślał to jako system. Człowiek, niszcząc stworzenie, piłuje gałąź, na której sam siedzi. Nie mamy zapasowej Ziemi.

Tobie mięso nie smakuje?

Nie.

A co się stało?

Zmienił mi się smak, ale nie tak, jak wszyscy sądzą, z dnia na dzień. To był proces. Nawet wtedy, kiedy już nie jadłem mięsa, gdy byłem na przykład w trasie i umierałem z głodu, zdarzało mi się wstępować na Big Maca.

I jak wrażenia?

Kiedyś pojawiła się taka myśl: Boże, wreszcie, po tylu miesiącach poszczenia zjem mięso. I nic. Nic się nie wydarzyło, nie było żadnej chemii. Oczywiście poza tą, którą napakowany był burger.

A co było momentem przełomowym, po którym powiedziałeś: Nie jem i koniec?

To było chyba przy okazji oglądania któregoś z kolei filmu z rzeźni. Coraz więcej czytałem, coraz więcej wiedziałem, a to zadziałało jak zapalnik. Zadałem sobie pytanie: Naprawdę? Czy zanieczyszczające się ze strachu, słyszące śmiertelny ryk swojego poprzednika zwierzę to cena, którą warto zapłacić za pięć, dziesięć sekund pracy moich kubków smakowych? Bo że nie chodzi o nic więcej, o żadną dietetyczną konieczność, wiedziałem już wcześniej.

Oglądanie filmu z rzeźni to jakaś perwersyjna przyjemność. Przypomina to trochę oglądanie horrorów typu Piła.

To nie kwestia przyjemności, a elementarnej uczciwości. Obrazki na paczkach papierosów to też nie nakręcanie histerii, a czysta edukacja. Palisz? A więc tak to właśnie będzie. Po obejrzeniu filmu, który pokazuje, skąd się bierze jedzenie na moim talerzu, jestem uczciwy wobec siebie. Wiem, co i skąd jem, a moja reakcja jest taka, że nie chcę do tego przykładać ręki, wezmę coś innego.

Sprawdziłem jedną ze stron, którą polecasz, ranozebrane.pl, i tam kurczak kosztuje 27,2 złotego za kilogram. Sprawdziłem też, ile kosztuje kurczak w dyskoncie – 9,95. Rodzi się pytanie, czy proponowane przez ciebie ekologiczne podejście do życia nie jest zarezerwowane tylko dla tych, którzy dobrze zarabiają?

To ważne pytanie. Ono pokazuje, że mamy dziś do czynienia z wykluczaniem ludzi na bardzo wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest pozbawienie możliwości dokonywania etycznych wyborów ze względu na to, że świat jest podporządkowany nie logice korzyści człowieka, a wyłącznie zyskom biznesu. Jak to możliwe, że nasi przodkowie, prawdopodobnie gdzieś na wsi, będąc niezamożni, mieli codziennie dostęp do produktów, które dziś metkowane są jako „eko”, „premium” i kosztują nie wiadomo ile? Kiedy siostra Małgorzata Chmielewska pisze, że w piątek się zastanawia, czy kupić mięso, które kosztuje parę złotych za kilogram, czy rybę za paręnaście złotych za kilogram, to oczywiście ma kupić mięso, ja to absolutnie rozumiem. To tylko pokazuje, że system jest chory, a nie ona. Bo to system proponuje ci kurczaka za 9 złotych. Ale jeśli porównamy jego wartość odżywczą z tym za 27 złotych, to się okaże, że takich kurczaków za 9 złotych musisz zjeść może cztery albo pięć, żeby uzyskać ten sam efekt odżywczy, jaki będziesz miał po zjedzeniu jednego za 27. W książce cytuję wiele źródeł pokazujących, jak ma się wartość odżywcza drobiu hodowanego intensywnie przez trzydzieści parę dni, przy pomocy wymyślnych pasz, żeby jak najszybciej trafił na półkę sklepową jako zapychający półprodukt, do kurczaka, który przed śmiercią miał szansę trochę pożyć. To, że nie czujesz głodu, nie znaczy jeszcze, że się odżywiłeś. Chory system zawsze tłumaczy się tak samo: „My chcemy przecież tylko was nakarmić”. Bzdury. Tu nie chodzi o karmienie kogokolwiek, a wyłącznie o to, by produkować i sprzedawać więcej, i więcej, i więcej. Ten system ustawia nas, konsumentów, pod ścianą, mówiąc: Nie macie wyjścia, musicie jeść takie kurczaki, bo inaczej funkcjonować się nie da. I co najbardziej przewrotne – również ci, których stać na kupienie droższego kurczaka, przyjmują punkt widzenia tych, którzy wyboru nie mają i mówią: No rzeczywiście, inaczej się nie da.

A da się?

Nie oceniam możliwości innych. Ja jestem w stanie dokonać takiej zmiany. A więc nie powinienem się zasłaniać argumentem, że (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Szymon Hołownia - ur. 1976, dziennikarz, współprowadzący program: "Mam talent!" (od 2008). Autor wielu książek, m.in. "Instrukcji obsługi solniczki", "Świętych pierwszego kontaktu". Ostatnio wydał "Boskie zwierzęta". Założyciel Fundacji Kasisi (www.fundacjakasisi.pl) wspierającej Dom Dziecka w Kasisi w Zambii i Fundacji Dobra Fabryka (www.dobrafabryka.pl) wspierającej szpitale, hospicja, szkoły, spółdzielnie, ambulatoria psychologiczne, uchodźców i bezdomnych w pięciu krajach Afryki, w Chinach, w Bangladeszu oraz w Polsce. (wszystkie teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

JESTEM Z TOBĄ

Batalia o puste piekło

Niezbudżetowany święty

ZMĘCZENIE MATERIAŁU

Z WŁASNEJ WOLI


komentarze



Facebook