FRONKANIE

ks. Grzegorz Strzelczyk

Jeśli ktoś na widok tytułu pomyślał, że felieton będzie o jakiejś mało znanej starożytnej herezji, której wyznawcami byli właśnie fronkanie, to jest w błędzie. Sięgam znowu po wyraz ze śląskiej godki – rzeczownik od czasownika „fronkać”. Przeurocze to, moim zdaniem, słowo oznacza mniej więcej tyle, ile polskie „sarkać”. Przy czym fronko się z wyraźniejszym chyba, nieco agresywniejszym żachnięciem. A jako że śląski sposób komunikowania się nacechowany bywa daleko idącą oszczędnością w konstruowaniu wywodu, fronkanie – zwłaszcza w ustach mistrzów – bywa głównym sposobem wyrażania dezaprobaty: od łagodnej nagany po sprzeciw gwałtowny i gniewny. Cała gama uczuć da się bowiem zawrzeć w intonacji i intensywności fronknięcia, zaś kontekst tudzież częstotliwość powtarzania załatwia resztę.

Z dzieciństwa i z okresu dorastania pamiętam niemało ludzi, którzy usiłowali wywrzeć na mnie jakiś wpływ wychowawczy za pomocą fronknięć. Większość z tych prób wspominam dziś z pobłażliwym rozrzewnieniem (tym bardziej chyba pobłażliwym, im bardziej nieskuteczne okazywały się kolejne korekcyjne wysiłki), ale pamiętam też frustrację, którą ten rodzaj komunikacji we mnie wywoływał. Pamiętam ją zwłaszcza z nastoletniego okresu, kiedy to do głosu doszła dość niepohamowana u mnie potrzeba rozumienia: samo komunikowanie dezaprobaty mi nie wystarczało. Im intensywniejsze było fronknięcie, tym większy wyświetlał mi się w głowie znak zapytania tuż po świdrującym „Ale dlaczego?”. Rzecz w tym (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Teologia to sport ekstremalny

WIARYGODNY

O (BRAKU) ZWIĄZKU GOŁĘBIA Z KONTEMPLACJĄ

TRZA RZYKAĆ

KOŚCIÓŁKOWACENIE


komentarze



Facebook