Archwium > Numer 547 (03/2019) > Orientacje > HIPOKRATES W OBOZIE KONCENTRACYJNYM

HIPOKRATES W OBOZIE KONCENTRACYJNYM
"Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz"; Hans Joachim Lang, przeł. Eliza Borg Marginesy, Warszawa 2019 s. 368

Marcin Cielecki

Debora Fisher ma czterdzieści siedem lat, gdy postanawia wytatuować na swoim lewym przedramieniu numer obozowy więźniarki Magdy Blau. Debora nigdy nie spotkała Magdy, ale gdy poznała jej historię, nie mogła pozostać obojętna. Magda Blau była blokową w Auschwitz. Niezwykłą, korzystając bowiem ze swej funkcji, starała się podtrzymywać podległe jej kobiety na duchu. W obozie koncentracyjnym nawet drobne gesty życzliwości niosły ze sobą moc przetrwania. Debora Fisher ma numer kobiety, której nigdy nie spotkała, ale swoim czynem chce dać świadectwo: nie możemy zapomnieć, że numery mają imiona. Gdy czytam tę historię, to w pierwszym odruchu chcę przyklasnąć, że to świetny pomysł. A chwilę później się zastanawiam się, czy Debora bardziej wskazuje na postać Magdy Blau, czy jednak na siebie. I wychodzi mi, że na siebie. Trzeba bowiem postawić pytania: Dlaczego to zrobiłaś? Jak się żyje, „niosąc” czyjeś życie? Ile razy pytano cię o jej historię? I zapewne to najważniejsze: Czy było warto?

Dlatego pewnie książki takie jak Hansa Joachima Langa są mniej prowokacyjne, co nie znaczy, że nie oskarżycielskie.

Czy to ja?

Numery mają imiona, deklaruje niemal na początku Lang. To ważne dla historii, którą chce opisać. Kobiety z bloku 10 to portret zbiorowy kobiet, które zostały poddane eksperymentom medycznym przez profesora Carla Clauberga i doktora Horsta Schumanna. Dla tych lekarzy kobiety nie miały imion, nazwisk, historii swego życia. Trafiły do Auschwitz i od tej pory wykreślono ich dotychczasowe życie. Zostały „wyjałowione”, co w języku obozowym oznacza „zdezynfekowane”, ale tu zakres znaczeniowy tego słowa jest dużo szerszy. Kobietom goli się włosy na głowie, pod pachami, także brwi i włosy łonowe. Elektryczne maszynki do strzyżenia nie zawsze działają, a nożyczki są często tępe. Strzyżenie jest bolesne, boli nie tylko skóra. Znikają pukle włosów, niesforne loki, opadające grzywki, a wraz z nimi zabierane są obrączki, pierścionki, ubrania. Na koniec zabierane jest nazwisko. Froujke de Leeuw pamięta to dobrze: na numer 55999 tatuażysta potrzebował 76 wkłuć. Gdy oszpecone kobiety patrzą na siebie, musi minąć trochę czasu, nim się rozpoznają. Znacznie więcej czasu potrzebują, żeby zrozumieć, co się z nimi stanie. Clauberg i Schumann nie mówią wiele. W zasadzie nic nie mówią. Rzadko patrzą w oczy. Wolą patrzeć na zdjęcia rentgenowskie i na próbki tego, co wycięli kobietom. Nawet gdy przychodzą na sale do operowanych kobiet, przyglądają się zakonserwowanym próbkom. Na więźniarki nie zwracają uwagi. Kobiety szybko się przyzwyczajają, że lekarze odwiedzają nie człowieka, a owoce swej pracy – wycięte jajniki, fragment szyjki macicy. One są numerami, królikami doświadczalnymi. Gdy Clauberg albo Schumann wychodzą, więźniarki wciąż pozostają z pytaniami, na które nikt nie zna odpowiedzi. Co ze mną będzie? Co zrobiliście z moim ciałem?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NA TROPIE DŁUGIEGO PIÓRA

RĘKOPIS NA DNIE SZUFLADY

"Przeznaczenie" Adolphe'a Gesché

Uczeń muszli

TEN TRZECI PRZED TELEWIZOREM


komentarze



Facebook