Archwium > Numer 548 (04/2019) > Rozmowa w drodze > NA ODWROCIE TWOJEGO KRZYŻA WISI JEZUS

NA ODWROCIE TWOJEGO KRZYŻA WISI JEZUS
Nasz kłopot polega na tym, że my nie traktujemy odpowiedzi, które daje nam wiara, na poważnie, bo wiarę urzeczawiamy, czyli robimy z niej zbiór pojęć. A pojęcia nikogo nie przeprowadzą przez cierpienie.

FOT. JAKOB OWENS / UNSPLASH.COM


Katarzyna Kolska: Nowela, którą przed chwilą zobaczyliśmy, zaczyna się od słów: „Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła”. A gdyby Hiob nie był człowiekiem sprawiedliwym, prawym, bogobojnym i unikającym zła, to inaczej patrzylibyśmy na jego cierpienie?

Abp. Grzegorz Ryś: Pewnie nie. Cierpienie zawsze jest pytaniem. Ludzie od wieków się zastanawiają, dlaczego powodzi się niegodziwym, a cierpią niewinni i święci. Jestem głęboko przekonany, że w Księdze Hioba najważniejsze jest jednak pytanie o to, czy na świecie jest choć jeden człowiek, który czci Boga za darmo. Nie dlatego, że coś dostaje, tylko czy potrafi kochać Boga bezinteresownie. Pytanie jest ogólnoludzkie, ponieważ Hiob nie jest człowiekiem z narodu wybranego. Nikt do końca nie wie, gdzie była ziemia Us. Hiob jest poganinem, a mimo to jest bardzo blisko Boga, w przeciwieństwie do jego wierzących przyjaciół, którzy Boga nie rozumieją.

Skoro cierpi człowiek, który był sprawiedliwy i bogobojny, to – w domyśle – cierpienie jest rodzajem kary zesłanej przez Boga.

Tak myślą przyjaciele Hioba: Musisz być wielkim grzesznikiem, skoro cierpisz. A Hiob, choć nie zna objawienia, rozumie, że bzdurą byłoby uważać Boga za kogoś, kto zsyła nam cierpienie za cierpieniem, karząc nas w ten sposób za popełnione przez nas grzechy. Księga Hioba jest zaprzeczeniem takiego myślenia. Spaliła się góralowi stodoła, no to pytanie jest: Dlaczego? No bo tydzień temu w niedzielę kosił siano, a potem jeszcze w następną niedzielę przewracał je na polu, no to jak już zwiózł, to mu się musiała stodoła sfajczyć. To jest jasne.

Sami niejednokrotnie tak mówimy: Za jakie grzechy mnie to spotkało? Co więcej, mówimy o Bogu, który za dobre wynagradza, a za złe karze.

To jest schemat bardzo naturalnej, prostej religijności: Daję, żebyś dał. I ona siedzi gdzieś w każdym z nas. W genialnej książce Arona Guriewicza o religijności ludowej w średniowieczu jest opisana taka historia: W pewnej parafii przez wiele tygodni była straszna susza, więc ludzie modlili się o deszcz. Oczywiście modlili się za przyczyną św. Antoniego, bo we Włoszech przez długi czas był tylko jeden święty. Dopiero potem zdeklasował go ojciec Pio.

Modlili się, ale deszczu nie było, nie było, nie było, w końcu się wkurzyli i piękną figurę św. Antoniego, która stała w kościele, wyciągnęli – jak to się mówi w centralnej Polsce – na dwór, a tam, skąd ja pochodzę – na pole. – Niech słońce go pali, to może wreszcie zmieni zdanie i coś zrobi z tym deszczem! – mówili. To pokazuje religijność, która jest układem kupieckim – ja świadczę Bogu pobożność, ale to zobowiązuje Boga do działania na moją rzecz. Ten układ działa oczywiście w obie strony – to znaczy, jeśli ja się nie wywiązuję, to Pan Bóg może mi przyłożyć, a jak Pan Bóg się nie trzyma tego układu, to ja też mam prawo się buntować, obrazić i przestać Go czcić.

Dla kogoś, kto żyje taką naturalną religijnością, objawienie jest skandalem, jest zgorszeniem. Jezus Chrystus, który wisi na krzyżu, jest głupotą dla Greków i zgorszeniem dla Żydów, jak mówi św. Paweł. Bo objawienie nie zawsze się trzyma tej naturalnej pobożności.

To w jaki sposób powinniśmy patrzeć na cierpienie? Chyba mało kto myśli o cierpieniu jako o nagrodzie od Pana Boga. Raczej pytamy: Dlaczego? A zaraz potem jest następne pytanie: Dlaczego ja?

(długa cisza) To nie jest tak, że ja nie wiem, co chcę powiedzieć, tylko to milczenie jest częścią odpowiedzi. Najgorzej, jeśli ktoś od razu odpowiada na takie pytania. Mnie się tak ułożyło życie kapłańskie, za co jestem Panu Bogu bardzo wdzięczny, że na piątym roku w seminarium poznałem Chrześcijańskie Braterstwo Chorych i Niepełnosprawnych. Dzięki temu mam wielu niepełnosprawnych przyjaciół. Wszedłem w to na całego. Robiliśmy razem różne rzeczy: spotykaliśmy się, jeździliśmy na rekolekcje, chodziliśmy po Tatrach, byliśmy razem w Ziemi Świętej. Ale jako diakon, a potem młody ksiądz nie miałem odwagi powiedzieć ani jednego kazania na temat cierpienia. Wolałem słuchać tego, co oni mają do powiedzenia. Bo wszystkie proste odpowiedzi, takie pobożne, jakie zwykle komuś wpadają do głowy, są po prostu niestosowne. Zwłaszcza kiedy jesteś na rekolekcjach, przed tobą siedzi czterdzieści osób na wózkach, a ty jesteś dwudziestopięcioletnim zdrowym chłopakiem i możesz robić milion rzeczy, które dla nich są po prostu nieosiągalne (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

abp Grzegorz Ryś - ur. 1964, arcybiskup metropolita łódzki, w latach 2011 - 2017 biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji działającego przy Konferencji Episkopatu Polski. Jest profesorem historii Kościoła, do 2011 roku był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

A ŻŁÓBEK BĘDZIE?

JESTEM KIMŚ

Drodzy Czytelnicy,

Pan Bóg obsypał nas złotymi dukatami

POPROSZĘ KILO MARCHEWKI


komentarze



Facebook