CZY CHCECIE ODEJŚĆ?
Pedofilii nie zlikwidujemy, nie ma się co łudzić, ta forma przestępczości będzie istniała, i w Kościele, i poza nim. Ale jeśli teraz przetrwa model, w którym kler jest postrzegany jako najdoskonalsza część Kościoła - to nic się nie zmieni.

FOT. SERGIO SOUZA / UNSPLASH.COM


Tomasz Maćkowiak: Po konferencji, na której biskupi zaprezentowali raport na temat pedofilii, wiele osób zaczęło pytać: Z jakiego w ogóle powodu zostawać w takim Kościele? Pytali zaangażowani, wierzący katolicy.

Paweł Krupa OP: Odpowiedź jest prosta: Bo to jest Kościół Chrystusowy, w którym przyjmuję sakramenty – zadatek zbawienia. Jestem tu nie dlatego, że mi się podoba, czy nie podoba, taki czy inny ksiądz, zakonnik czy biskup. Zostaję, bo jestem przekonany, że to właśnie tutaj Chrystus zostawił swój dar, którym jest życie wieczne.

Tylko że nam ta podstawowa prawda umyka i widzimy w Kościele przede wszystkim jego warstwę socjologiczną – organizację, grupę, zbiorowość ludzką, instytucję. Jestem historykiem z wykształcenia i widzę, jak wiele zjawisk współczesności znajduje swoje wyjaśnienie w badaniu przeszłości. To, o czym chcę powiedzieć, uświadomił mi mój zakonny przełożony z czasów studiów ojciec Aleksander Hauke-Ligowski. Spotkałem go parę dni temu i przypomniało mi się coś, o czym mówił w latach osiemdziesiątych: że nigdy w historii kler katolicki nie był w tak doskonałej formie, jak teraz.

Aż trudno w to uwierzyć…

Ojciec Aleksander mówił o szeroko pojętych czasach nowożytnych. Od rewolucji francuskiej zaczęła się wytężona formacja kleru, która przyniosła naprawdę zadowalające rezultaty. Nigdy wcześniej przez dwa tysiące lat historii chrześcijaństwa księża nie byli tak oddani pracy duszpasterskiej, tak wierni swojemu powołaniu, tak zdyscyplinowani, wykształceni, uformowani. Biskupi nareszcie osiedli na stałe w swych diecezjach, choć nakazał im to surowo już Sobór Trydencki. Przestali prowadzić własną politykę, podboje, wojny. W przeszłości się zdarzało, że księża mieli takie braki w łacinie, że nie bardzo rozumieli, co czytają z mszału w czasie sprawowania liturgii.

Serio?

Synody w Polsce od XVI wieku sprawdzały znajomość łaciny wśród księży i okazywało się wtedy, że niektórzy nie wiedzą, co czytają. O obyczajności nawet nie ma co mówić, bo to była katastrofa. Synod Piotrkowski (1589), o ile dobrze pamiętam, nakazał, aby sprawdzić wszystkich księży, czy nie utrzymują konkubin, a jeśli tak, to takowe należało „wybatożyć i wypędzić”. Księża nie ponosili kar cielesnych, ale nakładano na nich inne, ciężkie pokuty. Z tych zapisów widać, że to były rzeczy, niestety, dość powszechne. Taki był stan kleru w tamtym czasie.

I to się zmieniło na lepsze. Zatem w czym problem?

Wracając do tego, co powiedział ojciec Hauke-Ligowski: ten dobry stan kleru był wynikiem tego, że po rewolucji francuskiej, a także po późniejszym pojawieniu się antyklerykalnych i antyreligijnych nurtów filozoficznych – scjentyzmu, pozytywizmu, socjalizmu, Kościół wziął się w garść i ustawił księży do pionu. Seminaria obecne w każdej diecezji oferowały niezłe wykształcenie, dobre wychowanie, poprawiła się dyscyplina. Dotyczyło to także papieży – w przeszłości ich życie bywało naprawdę dalekie od przykładnego: rozpusta, spiskowanie, skrytobójstwa. Od XIX wieku – od Grzegorza XVI – nieomal co jeden to święty!

To spowodowało, że spora część apologetyki kościelnej – nie mam na myśli dziedziny teologii o tej samej nazwie, chodzi mi o apologetykę duszpasterską, kaznodziejską – została oparta na świętości kleru. Świętości Kościoła miało bronić to, że jego „funkcjonariusze” byli wykształceni, moralni, wierni, zdyscyplinowani. Spójrzcie, mówiono, Kościół jest dobry, bo ma dobrych kapłanów. Ba, mamy rację, bo mamy świętych kapłanów.

To źle, że tak mówiono?

Ojciec Hauke-Ligowski stanowczo nas przestrzegał przed takim myśleniem. Bo to powoduje, że ludzie wierzący automatycznie przenoszą swoją wiarę, pobożność i religijność na księży. Zabrzmi to jak herezja, ale lepiej tego się nie da opisać: ludzie zaczynają wierzyć w księży. I myślą wtedy tak: Ja prowadzę interesy, żyję życiem świeckim, idę na rozmaite kompromisy, dlatego ja nie jestem i nie mogę być święty. Ale ksiądz – tak! Ksiądz, zakonnica są niejako ponad tym zepsutym światem, oni są bliżej świętości. Dlatego ja im pomogę, zrobię za nich część tych nieprzyjemnych, brudnych rzeczy, którymi oni się nie powinni kalać, lub zrobię coś dla nich za darmo, bo oni są niejako w moim imieniu święci.

To taka teoria skapywania świętościa

Tak. Ludzie myśleli: Oni się za mnie pomodlą, wstawią się za mną i ja, niegodny, pomimo moich niedoskonałości też pójdę do nieba, razem z proboszczem i z tą rozmodloną zakonnicą.

To ludzie. A co samo duchowieństwo?

A my jak debile weszliśmy w to! Nie było tak, że wszyscy księża nagle oślepli i przestali widzieć ludzkie wady kleru. Ale nie da się ukryć, że obudził się w nas paternalizm. Wielu zaczęło myśleć o tej sytuacji mniej więcej tak: Choć to nieprawda, że my, księża, jesteśmy lepsi od świeckich, ale skoro oni chcą w to wierzyć, skoro ich to tak duchowo buduje, to nie zabierajmy im tego przekonania! Zostawmy ich z tym, niech wierzą, niech się cieszą dla swojego własnego dobra, skoro ich to umacnia w wierze i w staraniu się o lepsze moralnie życie!

Udawać, żeby ludzi nie odzierać ze złudzeń?

Nie udawać – nikt przecież świadomie nie chce być hipokrytą, ale oszczędzać słabość wiernych. Niestety, pomimo najlepszych intencji podobne myślenie nieuchronnie prowadzi do obłudy. I nie chodzi tylko o pedofilię, ale o jakikolwiek skandal: alkohol, nieślubne dziecko czy nadużycia finansowe. Zawsze najchętniej przytaczanym powodem zatajania brudnych sprawek było właśnie to, żeby nie gorszyć maluczkich. Przecież skoro oni zobaczą, że my się dopuszczamy takich rzeczy, to stracą wiarę! Milczmy zatem i próbujmy załatwić wszystko we własnym gronie!

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego, obecnie jest kapelanem sióstr dominikanek klauzurowych w Radoniach pod Warszawą. (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Szczęśliwi idioci

Otrzymaliście Ducha

Błogosławieni czystego serca...

WIERNOŚĆ OBIETNICY

Żart mistrza Fulberta


komentarze



Facebook