Archwium > Numer 552 (08/2019) > Rozmowa w drodze > PROBOSZCZ JAK MARZENIE

PROBOSZCZ JAK MARZENIE
Potrzebujemy księży, którzy więcej słuchają, niż mówią. Bo niezwykle łatwo jest pouczać i tkwić w strefie własnego komfortu. A takich, którzy potrafią przekroczyć swoje uprzedzenia jest, niestety, niezwykle mało.

FOT: GRZEGORZ KURAŚ OP


Katarzyna Kolska: Czy ksiądz Rafał Nowina istnieje naprawdę?

Maciej Grabski: Chciałbym, żeby tak było. Ale niestety… Rafał Nowina to osoba wyjątkowa, człowiek, przy którym chce się być lepszym.

Ma swój pierwowzór w różnych księżach, których pan spotkał na swojej drodze?

I tak, i nie. Zrodził się raczej w moich marzeniach. Czasami widziałem cechy negatywne u księży i wyobrażałem sobie, co by było, gdyby one się odwróciły, czyli na przykład ktoś, kto nie lubi zwierząt, nagle by je polubił. A ktoś, kto nie docenia sztuki, nagle by dostrzegł jej wartość. Oczywiście w księdzu Rafale pojawiają się jakieś echa sposobu myślenia księdza profesora Józefa Tischnera czy księdza Tomáša Halíka, czyli kapłanów bardzo wierzących, a co za tym idzie – skrupulatnie przestrzegających przykazań, co w wielu przypadkach nie jest takie oczywiste. Podkreślam, że mówię o księżach wierzących, bo mam graniczące z pewnością podejrzenia, że wielu księży po prostu nie wierzy. Ale szansa na nawrócenie jest zawsze, więc jakaś nadzieja jest.

Czy to znaczy, że pana książki wyrastają z tęsknoty za takim księdzem jak wiejski proboszcz Rafał Nowina z Gródka?

Nie tylko za nim. Za innymi moimi bohaterami również, choć nie zawsze są to postaci piękne, święte, dobre i mądre. Bo moje książki to nie jest idylla. Tam nie ma świętych. Ksiądz Rafał też nie jest święty, ale w jakiś sposób stara się panować nad ciemniejszą stroną swojego życia.

A czy Gródek istnieje naprawdę?

Tak. Potrzebowałem tego prawdziwego Gródka ze względów topograficznych, wygodniej jest pamiętać układ ulic prowadzących od ryneczku i to, gdzie kto mniej więcej może mieszkać. Wyciągnąłem więc ze wspomnień wczesnego dzieciństwa wioskę-miasteczko. Jestem przekonany, że jego mieszkańcy poznaliby to miejsce.

Jeździł pan tam również podczas pisania kolejnych tomów książki?

Nie było takiej potrzeby. Doskonale pamiętam to miejsce. Tam właśnie zdarzyło się to, od czego zaczyna się moja książka: 7 lipca 1977 roku pojawił się nowy proboszcz. Do tego jednego wydarzenia dopisałem całą resztę.

Dlaczego akcja pana książki zaczyna się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych? Przecież pan nie może pamiętać tamtego okresu.

Bardzo dobrze go pamiętam!

Był pan wtedy dzieckiem.

Ale kilkunastoletnim. Zresztą nie docenia pani chyba pamięci dzieci. To był czas niezwykle ciekawy, czas przełomu. Coś, co było dotąd, co dobrze znaliśmy, zaczęło się rozsypywać. Mamy rok 1977. Za chwilę wybór Wojtyły na papieża, potem koniec epoki gierkowskiej, ruina fałszywych wyobrażeń o dobrobycie jako małej stabilizacji, euforia przemian roku 1980, a w końcu – kryzys, beznadzieja i strach, które zmaterializowały się w ciemnych czasach połowy lat osiemdziesiątych. Co zrobić, spełniło się chińskie przekleństwo: Obyś żył w ciekawych czasach.

Nie kusiło pana, żeby księdzu Rafałowi dać życie w czasach panu współczesnych, dorosłych? Inaczej się przecież wtedy widzi świat.

Ale to już było. Zrobił to Jan Grzegorczyk, dając nam księdza Grosera. Nie chciałem go kopiować.

Czy dramatyczne wydarzenia, które pan opisuje, zdarzyły się naprawdę? Pan to widział?

Myśli pani o tych wszystkich wątkach kurialnych czy walkach o sukcesję? A kto nie widział albo nie słyszał? Kiedy pytałem moich przyjaciół, czy byli na filmie Kler, powiedzieli, że nie pójdą, bo i tak wiedzą, że tak gdzieś jest. I że ten świat wcale nie jest taki dobry, jak chcielibyśmy go widzieć.

To znaczy, że są to historie wymyślone, ale prawdopodobne?

Nie sportretowałem w moich książkach żadnego konkretnego biskupa czy księdza, ale wiem, że to wszystko, co przeżywają moi bohaterowie, mogło się wydarzyć naprawdę.

Powiedzmy krótko naszym czytelnikom, którzy nie czytali pana trylogii: Kim jest ksiądz Rafał Nowina?

Jest koniec lat siedemdziesiątych. Do niewielkiej wioski beskidzkiej przyjeżdża nowy ksiądz, który ma zastąpić zmarłego niedawno proboszcza. Jest to ksiądz bardzo nietypowy. Nie przeszedł tradycyjnej formacji diecezjalnej, czyli: matura, seminarium, po sześciu latach święcenia kapłańskie, potem jeden wikariat, drugi, trzeci, czwarty i jeśli dopisze szczęście albo dobre układy, to probostwo.

Droga Rafała Nowiny jest zupełnie inna. Nim wstąpił do seminarium, prowadził klasyczne życie studenckie, nie zastanawiał się specjalnie nad tym, co jest dobre, a co złe. I nagle coś się zmieniło. Nawrócił się. Rezygnuje ze studiów muzycznych i z zapowiadającej się świetnie kariery artystycznej. Z takim doświadczeniem życiowym idzie do seminarium. Jest prawdopodobnie najstarszy pośród seminarzystów. Przechodzi formację diecezjalną i po święceniach zostaje wikarym. Jeden wikariat jest gorszy od drugiego. Trafia na koszmarne parafie, ma proboszcza hazardzistę i pijaka, nie może już wytrzymać. I wtedy właśnie dostaje probostwo w Gródku. Trafia do bardzo zamkniętej społeczności lokalnej, która rządzi się swoimi prawami, w której wprawdzie ksiądz jest kimś, ale nikt za bardzo księdza nie słucha…

Księdza, który chce być z ludźmi, który z nimi pracuje, pomaga załatwić różne trudne sprawy…

I nie chce za nic pieniędzy. Nie znam takiego proboszcza diecezjalnego…

A ja znam.

No to jest pani szczęśliwa.

Ksiądz Rafał mówi mniej więcej tak: Tu jest biednie, więc ja nie mam moralnego prawa mieć więcej niż wy. Bo ja żyję z was.

Bardzo trudno sobie – i na tamte, i na obecne czasy – wyobrazić coś takiego.

Człowiek prawie idealny, bez skaz.

Skazy są, ponieważ każde nawrócenie kosztuje. Dla Rafała oznacza to zerwanie relacji z rodziną. Jest skłócony z ojcem, bo obaj mają bardzo twarde charaktery. Rafał przy całej swojej pozornej miękkości jest niezwykle restrykcyjny, jeśli chodzi o pewne zasady. Jego ojciec, przedwojenny lekarz wojskowy, oficer, więziony po wojnie, wyszedł z więzienia może nie złamany, ale zupełnie inny, niż był wcześniej. Był człowiekiem niezwykle surowym, zdeterminowanym, gotowym walczyć o to, co właściwie już nie istnieje, czyli o pewną przyzwoitość, o taki bardzo konkretny czy nawet sztywny system wartości. Uważał, że jeżeli nie przekaże takiego radykalnego wzorca postaw swojemu synowi, to świat się zawali. A Rafał potrzebował nie tyle rygoru i surowości, co wsparcia.

Ten konflikt między nimi trwa wiele lat. Rafał nie potrafi przebaczyć ojcu nawet wtedy, gdy jest już księdzem.

Bo to jest człowiek, który ma wiele twarzy. Cukierkowego bohatera bardzo łatwo wyprodukować. Ale nie o to mi chodziło.

Dlaczego parafianie lubią księdza Rafała?

Może dlatego, że przy ogromnej empatii i zrozumieniu dla pogmatwania ludzkiego życia odwołuje się do bardzo wyraźnych wskazówek postępowania zawartych chociażby w Dekalogu, gdzie jest jasno powiedziane, co wolno robić, a czego nie.

Jest przy tym bardzo wyrozumiały i otwarty na ludzi.

To wynika z tego, że jego postępowanie można sprowadzić do miłości Boga i bliźniego.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Grabski - ur. 1968, historyk sztuki, autor trylogii zatytułowanej "Ksiądz Rafał", mieszka w Krakowie (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Co się stało z naszą klasą

PO KROPCE

POD JEDNYM NIEBEM

Ocaleni przed Potopem

PROSZĘ NIE PRZEWRACAĆ ŚWIECZEK


komentarze



Facebook