LIST CZY KONFERENCJA?
Jeżeli "churching" sprawia, że w tym poszukiwaniu dobrego, inspirującego kaznodziei zatrzymujemy się na słowie ludzkim, a nie jesteśmy karmieni słowem Pana Boga, to taki "churching" staje się pusty.

FOT. ANNIE THEBY / UNSPLASH.COM


Dominik Jarczewski OP: Chciałbym dziś porozmawiać o kazaniach. To one przykuwają najbardziej naszą uwagę w czasie mszy świętej. Nie zastanawiamy się nad modlitwami, śpiewami, gestami. Kazaniem się inspirujemy, bulwersujemy, rozważamy je.

Dominik Jurczak OP: Po pierwsze, warto przypomnieć, że przez ostatnie wieki kazania w zasadzie głoszone były poza samą mszą świętą, często przy okazji różnych nabożeństw, na przykład po odśpiewaniu gorzkich żali czy litanii loretańskiej. Nie były zatem integralną częścią mszy świętej, co oznacza, że mogły być głoszone przed, po, a nawet w trakcie samej mszy. Zdarzało się, że w czasie, gdy kaznodzieja głosił, inny ksiądz – równolegle, jak gdyby w tle – odprawiał mszę. Na słowa przeistoczenia, o czym informowały go dzwonki, kaznodzieja milknął. Dopiero ojcowie Soboru Watykańskiego II wprost zalecili, by homilia stała się częścią samej liturgii. I nie tyle mówili o kazaniu, ile właśnie o homilii.

A to nie to samo?

Nie do końca, choć często obu pojęć używa się zamiennie. Homilia to tłumaczenie tego, co słyszymy w trakcie mszy świętej: słowa Bożego, które jest do nas skierowane, czy ewentualnie jakichś elementów mszy świętej; homilia ma zatem charakter mistagogiczny.

To znaczy?

Mistagogia to wprowadzenie w tajemnicę wiary i chrześcijańskiego życia; w tajemnicę Tego, którego celebrujemy w liturgii. Podczas mszy świętej słyszymy czytania i wykonujemy różne gesty. Homilia ma nam pomóc głębiej wejść w to, co robimy – nie tylko intelektualnie, lecz także integralnie, całym sobą. Wracając do kazania – ono niekoniecznie musi być związane z czytaniami, z liturgią czy z tajemnicą dnia. Może być słowem skierowanym do konkretnej grupy osób, która przyszła na taką czy inną liturgię, nauczaniem w konkretnym temacie, na przykład kazania podczas rekolekcji parafialnych.

Sobór Watykański II wspomina nie o kazaniu, ale o homilii…

Której bez poważnego powodu nie należy opuszczać w niedziele i święta nakazane. Wydaje mi się, że we wspomniane dni księża w Polsce głoszą, co więcej, technicznie robią to coraz lepiej. Nie zawsze są to homilie, zbyt często są to kazania, lecz dobrze, że nie dezerterują przed głoszeniem. Prawdę powiedziawszy to, że homilia jest częścią mszy, a nie dodatkiem do niej, jest swoistego rodzaju nowością. Przez ostatnie wieki było tak, że ludzie przychodzili do dominikanów, bo jako zawodowi kaznodzieje głosili przystępnie i mądrze. Warto dodać, że o ile dominikanie są zakonem kaznodziejskim, o tyle nie są zakonem jedynie od homilii. Jako kaznodzieje musimy szukać innych sposobów głoszenia, nie ograniczając się wyłącznie do liturgii. W ostatnich wiekach ludzie przychodzili do dominikanów nie dlatego, że mieli własny „ryt dominikański” – dla przeciętnego uczestnika były to raczej niewidoczne różnice – ale dlatego, że mogli posłuchać dobrego kazania.

Dzisiaj też można zapytać, czy chodzimy na mszę, czy chodzimy na kazanie. O wyborze mszy nierzadko decyduje osoba kaznodziei.

To jest pytanie, które zawsze warto sobie zadawać. Zdarza się, że przychodzimy do kościoła, bo wiemy, że będzie głosił Szustak [Adam Szustak OP – przyp. red.] albo Kłocz [Jan Andrzej Kłoczowski OP – przyp. red.], a wiadomo, że Kłocz dobrze mówi i przez lata na mszach o godzinie dwunastej w kościele dominikanów w Krakowie zebrał grono wiernych słuchaczy. I bardzo dobrze, że tak jest; wszyscy się z tego cieszymy, natomiast trzeba wracać do pytania, czy przychodzę na mszę tylko i wyłącznie po to, żeby posłuchać dobrego kazania, czy też przychodzę po to, żeby poprzez homilię, poprzez słowo kaznodziei pójść krok dalej, w stronę głębszej celebracji, w stronę Boga, który siebie daje w Eucharystii. Podobnie kaznodzieja powinien siebie zapytać, czy rzeczywiście prowadzi do Boga, czy nie koncentruje ludzi na sobie, zwłaszcza podczas liturgii. W czasie spotkań z księżmi przypominam, także sobie, że ten, który liturgii przewodniczy, ma być jak Jan Chrzciciel, to znaczy, ma pokazywać nie na siebie, ale na Chrystusa, ma odsyłać do Niego.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego i promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym "Anselmianum" oraz na Papieskim Uniwersytecie "Angelicum" w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

W DRODZE DO WIARY

NA NOWO ZACHWYCIĆ SIĘ OJCEM

Obumieranie

Porzucić sieci

PAPIERKI LAKMUSOWE


komentarze



Facebook