Archwium > Numer 553 (09/2019) > Reportaż > ŻEBY PAPIEŻOWI NIE BYŁO SMUTNO

ŻEBY PAPIEŻOWI NIE BYŁO SMUTNO
Ojcze Święty, napisałam dla Ciebie ikonę. Jan Paweł II nic nie odpowiedział. Pogłaskał mnie po policzku i pobłogosławił.

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE


Stanisław Zasada

Zdjęcia Marta oprawiła w ramki. Wiszą w przedpokoju, salonie i sypialni.

Klęczy na nich przed papieżem, wręcza ikonę. Taką samą Jan Paweł II pół roku wcześniej oddał Rosji.

– Nie chciałam, żeby Ojciec Święty był smutny – mówi Marta.

Dwa miesiące później papież umrze.

Marta: wyrok

Od początku było ze mną coś nie tak, bo po urodzeniu nie przynieśli mnie od razu mamie. Dopiero następnego dnia. Potem zaczęły się wizyty u lekarzy. Nikt nie potrafił powiedzieć, czemu jestem słabsza, stale pokasłuję. Miałam siedem lat, gdy lekarze w Centrum Zdrowia Dziecka postawili diagnozę: mukowiscydoza.

Audiencja ostatnia

30 stycznia 2005 roku, niedziela.

Marta Chrzan jest od soboty w Rzymie. Przywiozła napisaną przez siebie ikonę Matki Bożej Kazańskiej. Ma ją wręczyć osobiście papieżowi – wszystko jest już załatwione. Ustalono, że ikonę przekaże 2 lutego, przy okazji środowej audiencji ogólnej.

W niedzielę rano telefon: Jan Paweł II przyjmie ją jeszcze dziś wieczorem. Potem się okaże, że była to ostatnia prywatna audiencja papieża – dwa dni później poszedł do szpitala.

Ale Marta Chrzan w przypadki nie wierzy.

Wskazuje drogę

Nachyliła twarz w stronę Syna, jakby Mu chciała coś powiedzieć. A Syn? Wskazuje prawą dłonią na Matkę, jakby na Nią chciał nam zwrócić uwagę.

Tak nieudolnie można opisać ikonę Matki Bożej Kazańskiej. Znawcy sztuki ikonograficznej nazywają takie ujęcie Hodegetria. Po grecku znaczy: „Wskazująca drogę” lub „Przewodniczka”. Podobny typ można rozpoznać w ikonie na Jasnej Górze.

Podobieństw jest więcej. Matka Boża Kazańska dla prawosławnej Rosji znaczy tyle, co Matka Boska Częstochowska dla Polaków. Ta z Jasnej Góry pomogła przepędzić Szwedów. Ta z Kazania – Polaków i Francuzów z Moskwy.

Przez jedenaście lat stała na sekretarzyku Jana Pawła II. Papież codziennie się przed nią modlił. Pół roku przed śmiercią oddał ją rosyjskiej Cerkwi.

Marta: kierat

Pierwsza inhalacja jest rano, zaraz jak wstanę. Razem mam ich siedem dziennie: trzy po godzinie i cztery po piętnaście minut. Siadam przy specjalnym aparacie i wdycham powietrze zmieszane z lekami. Do tego trzy drenaże płuc, ponad godzina każdy. Muszę je oczyścić z wydzielin, bo inaczej bym się udusiła. Za każdym razem trzeba dezynfekować sprzęt.

Mam tylko dwie godziny wolnego czasu między medycznymi obrzędami. Wykorzystuję je na spacer, żeby zmusić moje chore płuca do kolejnych inhalacji.

Dzień kończę nierzadko po północy. Czasem, jak mam ciężką noc z kaszlem, odsypiam w ciągu dnia. Nieraz jestem tak zmęczona fizycznie i psychicznie, że mam wielką ochotę odpuścić. Ale wiem, że skończyłoby się to pobytem w szpitalu.

Żyję jak w kieracie.

Papież ucałował

– Od samego początku pragnąłem, by ta święta ikona powróciła na ziemię rosyjską – mówi papież. – Wokół ikony Matki Bożej Kazańskiej kształtowała się historia tego wielkiego narodu.

Rzym, 25 sierpnia 2004 roku. Jan Paweł II żegna się ze swoją ukochaną ikoną. Za kilka dni watykańska delegacja zawiezie ją do Moskwy.

Papieżowi żal się rozstawać. Mówi: – Była u mnie i swym macierzyńskim spojrzeniem towarzyszyła mi w codziennej posłudze Kościołowi.

Wzruszony całuje wizerunek.

Marta: list

Wiosną 2004 roku byłam znowu w szpitalu. W telewizji pokazywali papieskie apartamenty. Na sekretarzyku stała ikona Matki Bożej Kazańskiej. Od razu zwróciła moją uwagę: Matka Boża patrzy na nas. Na innych ikonach ma wzrok zwrócony w bok, a tutaj patrzy na ciebie.

Dowiedziałam się, że papież chce ją oddać Rosji. Pomyślałam, że będzie mu teraz smutno. Wpadłam na szalony pomysł, że zrobię dla niego kopię. I napisałam w tej sprawie list do samego Ojca Świętego.

Nad Wołgę z Konstantynopola

Namalowano ją na desce z trzynastego wieku. Miała powstać w Konstantynopolu. Kiedy dotarła do Kazania nad Wołgą? Tradycja mówi, że już w trzynastym stuleciu.

Południową Ruś podbijają w tym czasie Mongołowie – ci sami, którzy najadą Polskę. Kazań na dwa stulecia uczynią stolicą chana. Panuje islam, prawosławie schodzi do podziemia. W czasie tatarskiej niewoli zawierusza się też gdzieś Kazańska Ikona.

Choć może to tylko legenda. Bo niektórzy twierdzą, że ikona znalazła się w Kazaniu dopiero w szesnastym wieku. Jej początki są tak samo tajemnicze, jak późniejsze dzieje.

Marta: zmęczenie

W oskrzelach zalega śluz. To świetna pożywka dla bakterii, które uszkadzają płuca. Na tym polega z grubsza mukowiscydoza. Dlatego trzeba się wciąż inhalować. Bez leczenia dawno by mnie nie było.

Choroba nasiliła się w ostatnich kilku latach. Dlatego od pięciu lat nie pracuję – wcześniej utrzymywałam się z pisania ikon. Męczy mnie każda najmniejsza czynność. Nawet ścieranie kurzu stało się problemem, nie daję rady z myciem okien, bo zaraz się duszę.

Unikam miejsc, gdzie jest dużo osób. Wystarczy, że ktoś ma katar i moje płuca się nie obronią. A infekcja to kolejny pobyt w szpitalu.

Raz przeżyłam śmierć kliniczną. Miałam wtedy dziewięć lat. Nic nie pamiętam. Teraz mam czterdzieści siedem i jestem jedną z najstarszych w Polsce osób z mukowiscydozą. Średnia to trzydzieści lat.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Stanisław Zasada - dziennikarz, reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym" i "Gazetą Wyborczą". Jest autorem książek: "Duch '44 o kapelanach Powstania Warszawskiego" (WAM 2018), "Generał w habicie" o siostrze Małgorzacie Chmielewskiej i jej Wspólnocie Chleb Życia i "Wyznań księży alkoholików" (Znak). Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Szeregowy Popiełuszko

Perły przed wieprze

KATOLIK CHODZI NA JOGĘ

Dbanie o futerał

WRÓG NUMER DWA


komentarze



Facebook