SZYBCY I... WYCZERPANI
Poczucie stałego przemęczenia, częstsze przeziębienia, bezsenność; problemy z koncentracją, z podejmowaniem decyzji, drażliwość, zły humor, niepokój, spadająca samoocena - to sygnały, że coś wymaga w naszym życiu zmiany.

Daina Kolbuszewska

Wisi nad nami perspektywa katastrofy ekologicznej. Żyjemy w płynnej nowoczesności, którą charakteryzuje nietrwałość, niepewność, doraźność i wieloznaczność. Na co dzień stykamy się z niesprawnym systemem edukacji, służby zdrowia, administracji itd. Mierzymy się z losowymi przeciwnościami. Funkcjonujemy równolegle w różnych rolach – pracownika, rodzica, partnera, społecznika itd., które próbujemy ze sobą godzić. Miewamy zbyt duże oczekiwania wobec życia i siebie i irracjonalne przekonania na temat rzeczywistości. Podsumowując – nasze życie na każdym poziomie jest stresujące.

Zgodnie z definicją stres jest reakcją adaptacyjną organizmu na zdarzenie czy bodziec, które naruszają jego dotychczasową równowagę. – Sytuacja stresu jest sytuacją utraty zasobów. We wrześniu na uczelni wszyscy są mili, bo są wypoczęci, w grudniu jest kiepsko, a w czerwcu – bardzo źle. Doszło do utraty zasobów, które nie zostały odbudowane. Wtedy zaczynają się pojawiać konsekwencje stresu, na przykład bycie niemiłym – mówi prof. Michał Ziarko z Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Chroniczny lub ostry stres, które przekraczają nasze możliwości adaptacyjne (nasze zasoby), prowadzą do wyczerpania organizmu na poziomie psychiki i ciała.

Stresu nie da się w życiu uniknąć, możemy natomiast dbać o swoje zasoby.

Gubienie kluczy i wizyta u teściów

Pierwszy dzień w szkole, urlop, zakupy, choroba dziecka, kłótnia z partnerem, opryskliwa urzędniczka… zdarzenia lub bodźce wywołujące stres, czyli stresory, możemy różnie dzielić. – Ze względu na intensywność wyróżniamy: drobne uciążliwości dnia codziennego – pęka mi sznurowadło, gubię klucze; krytyczne wydarzenia życiowe – sytuacje, do których musimy się od nowa przystosować, jak przeprowadzka, śmierć kogoś bliskiego, awans, oraz wydarzenia traumatyczne związane z człowiekiem, np. przemoc, gwałt, wojna, lub niezależne od człowieka, np. powódź – mówi prof. Ziarko. Choć drobne uciążliwości z natury są drobne, jeśli w ciągu dnia skumuluje się ich zbyt wiele, wieczorem możemy się czuć zmęczeni i znużeni.

W 1967 roku amerykańscy psychiatrzy Thomas Holmes oraz Richard Rahe uszeregowali krytyczne wydarzenia życiowe według przypisanej im umownej wartości od 1 do 100. Na szczycie tak powstałej listy, liczącej 43 pozycje (wymagającej uwspółcześnienia), postawili śmierć współmałżonka (100 pkt), pogodzenie się ze skłóconym współmałżonkiem – na 9. miejscu (45 pkt), ciążę – na 12. miejscu (40 pkt), kłopoty w pożyciu seksualnym – 13. miejsce (39 pkt), kłótnie i starcia z krewnymi współmałżonka – 24. miejsce (29 pkt), święta Bożego Narodzenia – na 42. miejscu (12 pkt), tuż za urlopem (13 pkt). Im więcej wydarzeń krytycznych kumuluje się w życiu, im większa jest suma przypisywanych im wartości, tym bardziej wzrasta ryzyko zapadnięcia na zdrowiu.

– Ze względu na czas możemy stresory podzielić na jednorazowe (zdawanie egzaminu magisterskiego), cykliczne (wizyta u teściów co dwa tygodnie) i chroniczne (nie kocham męża, ale z nim jestem ze względu na dzieci). Zdarzają nam się też ciągi wydarzeń stresujących – kobieta łamie nogę, piątka dzieci w domu, mąż ma pretensje, że musi dużo brać na siebie, jest mniej pieniędzy itd. – dodaje prof. Ziarko. Możemy także dzielić stresory ze względu na sferę życia, w której ich doświadczamy.

Pośpiech we współczesnym świecie należy zdecydowanie do stresorów chronicznych.

Historia codzienna

Z badania TNS Polska z 2012 roku wynika, że 62 procent Polaków ma poczucie, że żyje w pośpiechu. 48 procent przyznaje, że trudno im się oderwać od bieżących spraw i obowiązków i zrobić to, na co mają ochotę. – Niewątpliwie nasz tryb życia sprzyja generowaniu stresu. Mamy też trudność z odpoczywaniem i sięganiem po wsparcie – mówi Mateusz Banaszkiewicz, psycholog zdrowia z Uniwersytetu SWPS. A pośpiech i stres nawzajem się napędzają. Nie mamy czasu odetchnąć, pójść na spacer. Stajemy się niecierpliwi, rozdrażnieni i zirytowani. Źle jemy, źle śpimy. Częściej ogarnia nas zmęczenie i zniechęcenie. Nie mamy czasu dla bliskich. Pojawia się lęk, że nie nadążamy. Coraz więcej czasu i energii zabiera nam mobilizowanie się. Kiedy nic nie robimy, pojawia się poczucie winy, bo „powinniśmy” się czymś w tym czasie zająć.

– Zwykły dzień to wyścig z czasem. Począwszy od rana, gdy jedno dziecko odmawia pójścia do szkoły, drugie szuka stroju na wf., a ja mam spotkanie, na które nie mogę się spóźnić. Potem włączamy z mężem logistykę związaną z odbieraniem dzieci, dowożeniem na popołudniowe zajęcia, wizytami u lekarzy, zakupami w markecie, praniem itd. A nie zawsze udaje się wyjść z pracy o odpowiedniej godzinie. I jeszcze coś się w domu zepsuje. Wieczorem jestem wyczerpana, w połowie tygodnia wszystko mnie irytuje i czekam na sobotę – opowiada „typowa mama”. Pracodawcy generalnie wymagają szybkości, równoczesnego wykonywania kilku zadań i wyznają religię efektywności – szybciej, lepiej, więcej. Gonieni terminami pracownicy są w wiecznym niedoczasie. – Stres się kumuluje, nie da się go rozpatrywać oddzielnie – jako wyłącznie stres zawodowy czy stres życiowy. Jeśli mamy stres w życiu prywatnym, sumuje się on ze stresem zawodowym. I na odwrót – mówi Agnieszka Mościcka-Teske, psycholog, psychoterapeutka z Uniwersytetu SWPS.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Daina Kolbuszewska - psychoterapeutka Gestalt, psycholog, dziennikarka, autorka książki reportażowej "Niemka. Dziecko z pociągu", której bohaterowie zostali upamiętnieni tablicą na dworcu w Krotoszynie. Lubi cytat przypisywany J. L. Borgesowi: "Gdybym mógł przeżyć życie od nowa, popełniałbym więcej błędów. Nie starałbym się być tak doskonałym, byłbym bardziej odprężony. (...) zzuwałbym buty w pierwszych dniach wiosny i do późnej jesieni chodził boso. Dłużej kręciłbym się na karuzeli, obejrzał więcej wschodów słońca i częściej przebywał z dziećmi...". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CEGŁA, KTÓRA ZMIENIŁA HISTORIĘ

Z POTRZEBY DUSZY

O przewadze głosów chłopięcych

UPIÓR Z TWARZĄ ŚLEPĄ NA BÓL

Wolność płynąca z rezygnacji


komentarze



Facebook