BĘDZIESZ ŻYĆ
Jest w zmartwychwstaniu obietnica krótka i prosta: Będziesz żyć! W wielkanocny poranek zakończyło się coś, za co Bóg dał się zabić. Człowiek nie musi się dać zabić, żeby żyć - i tak odejdzie. Ale żeby zmartwychwstać, musi się jeszcze raz narodzić!

zdjęcie: PAUL ZOETEMEIIJER / UNSPLASH.COM


Barbara Chyrowicz SSpS

Zaistnieliśmy najpierw jako nieświadome siebie istoty, od czasu jednak, gdy obudzona świadomość odnalazła cielesność, znaleźliśmy upodobanie we własnym życiu. Wiemy, że istniejemy, mamy imiona i biografie, stawiamy sobie w życiu cele. W przeciwieństwie do otaczającej nas natury, która nieświadomie kieruje się ku światłu, jedynie człowiek może z pełną świadomością powiedzieć, że chce żyć. Może też powiedzieć, że nie chce żyć.

Wiemy, że przemijamy. Biologiczne organizmy rodzą się, dojrzewają, starzeją i giną. Wypełniają misję w przyrodzie – kiedy ją spełnią, nic już po nich. To proste. Nic na to nie można poradzić. Taka jest kolej rzeczy, odwieczne prawo natury. Jesteśmy cieleśni – odejdziemy.

Wyobrażenie sobie świata, w którym nas nie ma, nie jest wcale takie trudne. Wystarczy przejrzeć stare fotografie, posłuchać nagrań, obejrzeć filmy. Zapachy, dźwięki, obrazy – wszystko to delikatnie ogarnia naszą świadomość i przenosi nas w odległe miejsca. Jakbyśmy tam byli. To zadziwiające, że dla przeniesienia ducha w czas odległy potrzebujemy jakiegoś skrawka materii, jakiegoś jej nośnika. Jakbyśmy nie mogli się od niej zupełnie oderwać.

Bardzo długo nas tutaj nie było. I bardzo krótko jesteśmy.

Wcielona świadomość chce żyć, chce trwać, mniejsza o to, gdzie, nawet jak udręczona cielesność życzy już sobie śmierci. A życzy sobie śmierci, kiedy jest zmęczona, przygnieciona wiekiem. Sponiewierana trudem życia cielesność zdaje się po latach z wolna tracić więź ze świadomością; bez względu na to, czy była cielesnością noblisty czy szewca. Nie słucha jej poleceń, stopniowo wyłamuje się spod jej władzy. Popędzana gramoli się niemiłosiernie, coraz mniej widzi, coraz gorzej słyszy. Staje się jakby nie nasza.

Odchodząca cielesność powoli ogranicza zapędy niepogodzonej z przemijaniem świadomości, a bywa i tak, że ją zupełnie wycisza.

Cielesność bezwiednie wraca do swojego miejsca, chyli się ku ziemi. Świadomość z trudem dźwiga ciężar udręczonej cielesności i zaczyna się z nią żegnać. I z wszystkim tym, co było jej potrzebne. Stwierdzenie: „To się jeszcze może przydać” staje się groteskowe. Niby do czego? Bal już był. Jest czas, w którym próbujemy się tutaj jakoś urządzić – budujemy domy i sadzimy ogrody; siejemy i zbieramy, ale to mija. Ktoś inny zbierze. Trzymany kurczowo balast potęguje jedynie udrękę odchodzenia, utrudniając rozstanie ze światem, który gaśnie i zamiera. To życie ma kres. Co się urodziło z ciała, pozostanie cielesne (J 3,6).

Będziesz żyć, chociaż różnie dzisiaj mówią

Mówią, że śmierć to ostateczny kres, że po drugiej stronie grani nic już nie ma. Obwieszczają to często ci, którzy tam już „jedną nogą byli”, zarzucając oczekującym na „nowe otwarcie”, że są naiwni i dali się zwieść mitom wymyślonym tylko po to, by ukoić lęk przemijania.

Mówią, że niebo to wymysł tych, którzy boją się życia i zamiast brać z niego garściami, ile się da, poddają się biernie oczekiwaniu na bogactwa, których nikt nigdy nie widział.

Mówią, że wiara w niebo to wymówka nieudaczników, którzy nie potrafili zawalczyć o swoje; wyśniony azyl tych, którzy na darmo próbowali dochodzić na tym świecie sprawiedliwości; to przeniesienie w zaświaty marzeń słabych, sfrustrowanych, poszukujących rekompensaty za brak sukcesu, pragnących zaznać ukojenia w bólu, wyglądających nigdy niezaznanego tutaj szczęścia.

Mówią, że niebo to artystyczna wizja. Malują na szkle skrzydlate anioły, projektują szaty białe i zwiewne, ćwiczą chóralny śpiew, a wpatrując się w niebieski firmament i w dzieła dawnych mistrzów, zastanawiają się, co mogliby tam ewentualnie robić, bo wieje nudą. Szczególnie jeśli za bardzo nie lubią śpiewać.

Mówią, że mają dowody. Szukają uparcie znaków, ogłaszają wciąż nowe rewelacje o świetlanym blasku na końcu korytarza i przywołują świadectwa tych, którzy doświadczyli tajemniczej mocy nieziemskiego przyciągania, ale zrezygnowali z podążania ku światłu, bo jakże inaczej mogliby o tym opowiedzieć. Ekscytują ich wizje, przepowiednie i nieziemskie doznania. Piszą o tym książki.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Chyrowicz SSpS - prof. nauk humanistycznych, dr hab. filozofii, etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Jest między innymi autorką książek "O sytuacjach bez wyjścia w etyce" (2008) i "Bioetyka. Anatomia sporu" (2015) oraz współautorką podręcznika "Etyka zawodu psychologa" (2017). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

TWARDA MOWA PAPIEŻA

ZBYWALNE I NIEZBYWALNE

ZEMSTA CZY SPRAWIEDLIWOŚĆ

CIAŁO, KTÓRE ZDRADZA

Życie chciane i niechciane


komentarze



Facebook