Archwium > Numer 563 (07/2020) > Kogo słuchają nasze dzieci > MATKA PSYCHOLOG W ŚWIECIE YOUTUBERÓW

MATKA PSYCHOLOG W ŚWIECIE YOUTUBERÓW
Jestem zwolenniczką bardzo oszczędnego dawkowania dzieciom internetu i uważnego towarzyszenia dziecku w sieci - do momentu, aż będzie wystarczająco dojrzałe, by mogło się samo w niej odpowiedzialnie poruszać i krytycznie oceniać to, co tam napotyka.

 Gdyby spytać dzieci, kim chciałyby być, tysiące z nich odpowie bez wahania: Youtuberem! Czyli kimś, kto publikuje w internetowym serwisie YouTube filmiki o tym, jak gra na komputerze, robi dowcipy, odpakowuje zabawki, przymierza ubrania. I zarabia na tym spore pieniądze – dzięki innym dzieciom oglądającym te filmiki na swoich tabletach i smartfonach. Dodajmy – na tabletach i smartfonach, które sami daliśmy im do ręki. Próbuję zrozumieć, skąd się to wzięło, i co, poza narzekaniem na tę dzisiejszą młodzież, możemy z tym zrobić.

Ma się klikać

Na YouTubie można się uczyć matematyki, rysunku, języków obcych, oglądać koncerty, kreskówki, rekolekcje, szkolenia, porady, programy przyrodnicze, filmy pokazujące, jak krok po kroku ufarbować włosy, uszyć plecak czy naprawić zmywarkę. Ale takie kanały zyskują umiarkowaną popularność; nie o nich tu mowa. Najpopularniejsze kanały YouTube ogląda codziennie kilka milionów (!) widzów, a ich gospodarze – youtuberzy – są wśród młodych popularniejsi niż aktorzy czy muzycy. Są gwiazdami, ale nie z powodu swoich umiejętności czy osiągnięć, ani nawet nie dlatego, że lansują się na imprezach dla celebrytów.

Youtuberzy imponują, bo mają życie, o jakim marzy każdy dzieciak: pełne zabawy, gadżetów, fast foodów, fajnych ubrań i nielimitowanego dostępu do komputera. Oraz dlatego, że – w odróżnieniu od gwiazd filmu czy estrady – youtuberzy są dostępni. Są na wyciągnięcie ręki – ręki trzymającej smartfon. Nie musisz czekać, aż zobaczysz ich w kinie czy na scenie, nie musisz przeszukiwać gazet czy plotkarskich portali, by się dowiedzieć, co u nich słychać, bo sami pokazują to w publikowanych nie rzadziej niż co kilka dni filmikach. Zwracają się w nich wprost do widza, pytają go o zdanie, proszą, by w komentarzu pod filmem dał znać, jak mu się podobało. Youtuberzy pilnie odpisują na te komentarze – to podstawowa zasada budowania popularności kanału. Oglądającym ma się wydawać, że są z gospodarzem w jakiejś relacji, że są częścią jego świata, jego ekipy; wywołanie takiego poczucia to świetny sposób wywierania wpływu, zatrzymania przy sobie odbiorcy. A wierny odbiorca to stały dochód – im więcej wyświetleń, tym większy zarobek dla youtubera. Zamieszcza więc regularnie nowe filmy, i to takie, które będą „się klikały”, czyli swoimi tytułami będą kusiły, by je włączyć i obejrzeć.

Co to za filmy? Najpopularniejsze są te, w których youtuber… gra na komputerze. Trudno uwierzyć, że ktoś chce to oglądać, ale to prawda: tak wygląda ulubiona rozrywka rzeszy dzieciaków – od przedszkolaków po młodych dorosłych. Na ekranie widać grę, w rogu twarz grającego w nią youtubera. Widz ma się czuć tak, jakby zaglądał przez ramię dobremu kumplowi, który gra i gada przy tym, co mu ślina na język przyniesie. Dykcja, elokwencja, elementarna choćby kultura języka? Spuśćmy zasłonę milczenia. Na większości takich kanałów jest „tylko” głupkowato, ale na wielu jest po prostu prymitywnie i wulgarnie.

Druga istotna kategoria to filmy, które mają rozśmieszać – modne są zwłaszcza tzw. pranki, czyli po prostu kawały, raczej niezbyt wyrafinowane. Tytuły filmików: „Przykleiłem brata do krzesła”, „Ogoliłam mu brwi, gdy spał”, „Nastraszyliśmy ochroniarza”, „Myśleli, że naprawdę jem kupę”. Rekordy wyświetleń biją też filmiki, w których youtuber podejmuje jakieś spektakularne wyzwanie (mówią na to czelendż, od ang. challenge). Zobaczcie, czy dam radę zagrać w tę grę stopami. Czy zliżę sok z podłogi? Czy dam radę włożyć na siebie sto par majtek?

Ten ostatni tytuł miał na przykład, bagatela, 1,4 mln wyświetleń. A wyświetlenia oznaczają zysk. Współpraca z modnym youtuberem to dziś jeden z synonimów skutecznego marketingu. Fani traktują ich jak dobrych znajomych – a gdy poleca coś dobry znajomy, kupujemy to chętniej niż gdyby poleciła nam to jakaś „zwykła” gwiazda występująca w reklamie. Jeśli chcemy dziś sprzedać produkt, choćby rzeczone majtki, to powinniśmy zadbać o to, żeby youtuber wspomniał o nich w swoim wideo. Kiedyś nazywało się to kryptoreklamą, dziś nikt się z tym nie kryje, kanał YouTube to też słup reklamowy, billboard do wynajęcia. Youtuberzy mówią widzowi wprost: „Poprosiła mnie firma X, żebym wam pokazał jej produkt, więc zobaczmy, co my tu mamy”. Agencje oferują katalogi youtuberów z podpowiedziami, jakie kategorie produktów opłaca się promować na kanale danego twórcy.

Warto o tym rozmawiać z nastolatkami, pokazać im w internecie te katalogi, wytłumaczyć, jak to działa, na czym youtuberzy tak naprawdę zarabiają. Nastolatki lubią się czuć mądre i sprytne (kto nie lubi…), lubią demaskować i często lubią też prześmiewać. Może to więc być dla nich nie tylko niezła lekcja, ale i powód do dumy – że są świadomymi odbiorcami, że potrafią rozpoznać, w którym momencie youtuber jest spontaniczny, a w którym wykonuje zadanie zlecone przez reklamodawcę. Każda wspólna aktywność dziecka i rodzica jest cenna i buduje relacje. W okresie dorastania, gdy coraz więcej czasu nastolatek spędza poza domem, a gdy już w nim jest, to często dochodzi do spięć, te wspólne aktywności stają się coraz trudniejsze do zorganizowania. Tym bardziej trzeba łapać każdą możliwą okazję, by poprosić syna czy córkę, żeby pokazali, jakie filmiki teraz są popularne, jakie lubią, jakie ich ostatnio rozbawiły. I choćby nie wiem jak były bzdurne, najpierw posłuchajmy, czy i w jaki sposób nastolatek zechce je przy nas skomentować. Trochę po to, by się zorientować, co naszemu dziecku imponuje – to jest kawałek jego świata, dlatego warto go po prostu znać. Ale trochę też po to, by samodzielnie doszedł do konkluzji, że jeśli jakiś filmik jest na tyle wulgarny albo głupkowaty, że wstyd go oglądać z tatą, to chyba znaczy, że jest to marnej jakości rozrywka.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Anna Dembińska - psycholog, mężatka, mama czworga dzieci. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DOBRZE, ŻE JESTEM

PÓJDĘ SOBIE I BĘDZIECIE ŻAŁOWAĆ

PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE STAŁO

POWIEDZ DZIECKU: PRZEPRASZAM

DZIESIĘĆ NAJLEPSZYCH


komentarze



Facebook