Archwium > Numer 563 (07/2020) > Orientacje > NIE MA TEGO ZŁEGO

NIE MA TEGO ZŁEGO

plakat filmu "Ojciec"; Aurora Films


 Na początku czerwca ogłoszono otwarcie kin. Nie wszystkie sieci skorzystały z tego od razu, ale dystrybutorzy powoli aktualizują daty premier, a właściciele sal dostosowują przestrzenie do reżimu sanitarnego. Dla tych, którzy wolą jednak pozostać w domu, jest mnóstwo ciekawych propozycji. Ruszył między innymi zapowiadany od jakiegoś czasu portal MOJEeKINO.pl. Umożliwia on zakup biletu z repertuaru wybranego kina, oczywiście z grona tych, które przystąpiły do projektu, i obejrzenie filmu we własnym domu. Jak zapewniają twórcy inicjatywy: „Każde kino przygotuje indywidualny program skrojony na potrzeby jego widzów. Podobnie jak w kinie tradycyjnym repertuar będzie cyklicznie zmieniany, ale także wzbogacany o wydarzenia dodatkowe – spotkania z twórcami, warsztaty, pokazy edukacyjne, a nawet festiwale filmowe. Platforma przystosowana będzie dla osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu – część filmów wyświetlana będzie z audiodeskrypcją i napisami dla niesłyszących”. Zapewne z tej opcji będzie można również skorzystać, wybierając pierwszy z poniższych filmów, który wchodzi na ekrany kin w lipcu. Pozostałe miały swoje premiery jeszcze przed kwarantanną, a jeden z nich pojawił się od razu w internecie z pominięciem kinowej premiery.

Gdy jabłko pada daleko od jabłoni, czyli Ojciec

Zaczyna się od pogrzebu. Malarz Vasil chce mieć zdjęcie swojej ukochanej zmarłej żony, zanim zamkną wieko trumny. Jego syn niechętnie na to przystaje i robi tylko jedno ujęcie. Wtedy ojciec wyrywa mu aparat i robi ich całą serię. Ta przepychanka między nimi trwa przez cały film. Od razu widać, że między mężczyznami nie układa się najlepiej. Można się domyślać, że to matka była spoiwem, które ich ze sobą łączyło. Bez jej obecności ojciec ciągle atakuje syna, a ten tylko czeka, aż z czystym sumieniem będzie mógł wyjechać z rodzinnego domu. Jednocześnie, mimo nieporozumień, nie potrafi zostawić ojca, którego pomysły doprowadzają go do frustracji. Vasil jest bowiem przekonany, że żona chciała mu przed śmiercią coś powiedzieć i że jej śmierć wcale nie jest przeszkodą, by ta wiadomość do niego dotarła. Ojciec to w gruncie rzeczy film prosty – zarówno fabularnie, jak i pod względem realizacji. Dzięki temu jednak łatwo wejść w ten świat, docenić humor i czułość, z jaką opowiedziana jest ta historia o męskich relacjach i skrywanej potrzebie bliskości.

Oblicza miłości, czyli Moja mała Zoe

Ten film można w zasadzie podzielić na dwie części, zwłaszcza pod względem fabularnym. W pierwszej z nich poznajemy Isabelle i jej córkę Zoe. W kilku sprawnie nakręconych scenach dowiadujemy się o ich sytuacji rodzinnej. Isabelle rozwodzi się z ojcem Zoe, ale mimo różnicy charakterów i tarć między nimi widać wyraźnie, że obojgu leży na sercu dobro córki. Sposób, w jaki reżyserka opowiada o relacjach między byłymi małżonkami i kreśli mapę rozpadu związku, mógłby być materiałem na osobny film. Isabelle jest zaangażowana zawodowo, dlatego zdarza jej się naginać grafik opieki, prosić o zamianę z ojcem albo wynajmować opiekunkę. Kiedy jednak Zoe ulega wypadkowi, rodzice poświęcają jej całą swoją uwagę. Zwłaszcza Isabelle robi wszystko, żeby odzyskać ukochaną córeczkę. Tu dochodzimy do drugiej części, w której się okazuje, że całość akcji dzieje się w niedalekiej przyszłości, a rozwiązania medyczne są o wiele bardziej zaawansowane. I choć pojawiają się tu kwestie etyczne i moralne, które są nie tyle kontrowersyjne, ile po prostu nie do przyjęcia, to mam wrażenie, że nie o postawę za lub przeciw chodzi, ale o przedstawienie skrajnej matczynej potrzeby odzyskania córki i stworzenie takiej przestrzeni fabularnej, w której będzie to możliwe. A to się udało w stu procentach. Moja mała Zoe zostaje w głowie na długo nie ze względu na swoją kontrowersyjność, ale na maestrię, z jaką Julie Delpy, reżyserka i odtwórczyni głównej roli, tworzy kreację matki, która nie cofnie się przed niczym, żeby odzyskać córkę w sposób, który jednocześnie wzrusza i mrozi krew w żyłach, pozostawiając w głowie pytanie o to, jak daleko można się posunąć w imię miłości do dziecka.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRZYJEMNOŚĆ JAZDY

DZIESIĘĆ Z TYSIĄCA

OBOJĘTNOŚĆ

OCALIĆ POEZJĘ

PRZEMOC W RYTMIE CISZY


komentarze



Facebook