blog post

PRZEDSPRZEDAŻ! Ulrich L. Lehner, Bóg nie jest miły

Pułapka pluszowego chrześcijaństwa

Wstęp

Obraz Boga, który nie jest prawdą

 

„Bóg nie jest miły”.

Studenci teologii obecni na moich zajęciach, które prowadzę na Marquette University, ożywili się i zaczęli wertować książki. Głowy się uniosły. Dziewczyna po prawej zmarszczyła czoło. Chłopak po lewej uniósł brwi. Sporo osób wyglądało na zdezorientowanych. Z trudem powstrzymywałem uśmiech. To chwila, na którą czeka każdy nauczyciel: interakcja. Studenci zaczęli podnosić ręce, zadawać pytania i angażować się w zajęcia.

            Dlaczego? Dlaczego to oświadczenie obudziło moich studentów z ich uczelnianej drzemki? Odpowiedź jest bardzo prosta: nigdy zapewne nie słyszeli, by ktoś powiedział: „Bóg nie jest miły”. To sprzeciwiało się narracji, którą są karmieni przez naszą kulturę dzięki dwudziestoczterogodzinnemu bombardowaniu w telewizji, w social mediach i, niestety, nawet w kościele; narracji mówiącej o tym, że jeśli Bóg istnieje, to jest miły i zrobi wszystko, o co Go poprosimy. Możemy iść na „układ” z Bogiem albo targować się z Nim o to, czego chcemy, tak jakby był solidnym, ale miłym handlarzem ze straganu z warzywami.

            Współczesna kultura utrzymuje też, że Bóg jest kimś na kształt boskiego terapeuty. Tym przekonaniem zarażeni są nawet adepci szkół katolickich, tak jak to ma miejsce w przypadku moich studentów. Dla nich Bóg jest jak psychiatra, który traktuje każdego swojego pacjenta tak samo; jak przyjaciel, do którego możemy zadzwonić w potrzebie. Gdy sprawy toczą się jednak pomyślnie, nie przejmujemy się Nim za bardzo. A zatem Bóg nie odgrywa znaczącej roli w naszym życiu i nie dajemy szansy łasce, by mogła nas przemienić. Dlaczego zmieniać swoje życie z powodu takiego Boga? On niczego nie wymaga.

            Najpierw pomyślałem, że powodem zaistnienia tego problemu jest religijna edukacja, którą moi studenci odebrali w szkole i w domu; i bez wątpienia tak jest. Ale gdy posłuchałem moich własnych dzieci, a także dzieci innych osób, o których wiedziałem, że od urodzenia były uczone o przymiotach Boga, zdałem sobie sprawę, że wszyscy używają tego samego języka. Dotarło do mnie po prostu to, jak bardzo współczesna kultura kształtuje naszą wspólną narrację o Bogu.

            Gdybym miał być do końca uczciwy, ja także nie jestem na to uodporniony. Często wydaje mi się, że czuję się nieco zbyt wygodnie, gdy chodzi o moją własną relację z Bogiem, ulegając rutynie i konwencji.

            Mówiąc konwencjonalny, myślimy o czymś zwykłym i mało atrakcyjnym. W najlepszym razie jest to coś przyjemnego, o czym zapominamy, gdy nadchodzi następna przyjemna rzecz. A w naszej kulturze jest wiele rzeczy, które mogą nam przynieść zadowolenie i sprawić niespodziankę. Czy zatem należy się dziwić, że studenci i młodzi dorośli opuszczają Kościół? Z chodzenia do kościoła i z wiary w Boga uczyniliśmy coś, co robią dobrze wychowani ludzie, przeważnie w niedzielę. A to jest idolatria najgorszego gatunku i ogromne zagrożenie nie tylko dla naszej wiary, lecz także dla wiary naszych dzieci. Badania wykazują, że przeważająca liczba ludzi wierzy w Boga czy jakiś rodzaj duchowości. Ale ci sami ludzie nigdy nie weszli do kościoła ani nie zadali pytań o to, jak poznanie Boga może zmienić ich codzienne życie. Zamiast widzieć Boga i lud Boży jako ruch kontrkulturowy, który przełamuje współczesne trendy, większość ludzi odnosi wrażenie, że Bóg jest nudny. I tacy sami są jego wyznawcy.

            Oto dlaczego potrzebujemy szczepionki poznania prawdziwie przemieniającego i tajemniczego charakteru Boga: Boga, który ukazuje się w płonącym krzewie, przemawia głosem osła, wysyła demony w świnie, rzuca Szawłem o ziemię i ukazuje się św. Franciszkowi. Tylko taki Bóg ma moc, by stać się dla nas wyzwaniem, zmienić nas i sprawić, że nasze życie stanie się niebezpieczne. On pchnie nas ku wielkiej przygodzie, która uczyni z nas innych ludzi.

            W samym sercu Marquette University znajduje się kaplica św. Joanny d’Arc, piętnastowieczna kamienna budowla przeniesiona tu z Francji. W środku znajduje się kamień, który Joanna d’Arc ucałowała przed wyruszeniem w bój. Jako nastolatka Joanna spotkała Boga w takiej żarliwości i głębi, że zmieniło to jej życie. Weszła w kontakt z żywym Bogiem i to uczyniło ją świętą.

            Często mijam tę kaplicę i modlę się: „Duchu Święty, pomóż mi być przewodnikiem dla moich studentów”. Któregoś dnia, gdy rozmyślałem nad życiem tej wielkiej świętej, zdałem sobie sprawę, jak bardzo moja wiara jest konwencjonalna, zwłaszcza wobec studentów. Zostawiałem moje namiętne przywiązanie do Boga za drzwiami sali wykładowej i nie zapalałem w moich słuchaczach ognia, który mógłby sprawić, że wyruszaliby w swoją własną podróż z Chrystusem dzięki mojemu zaproszeniu do wejścia w misterium wiary. Moja własna wiara tonęła w konwencji, nudzie i była pozbawiona przygody.

            Doznałem objawienia i poczułem płonący ogień, o którym często mówią święci: Bożą miłość i światło, które przenika, ale nie niszczy. Objawienie natury mojej własnej wiary ugięło mi kolana. Niemalże zobaczyłem Jezusa stojącego naprzeciw mnie jako Tego, Który Rzuca Wyzwanie, Który Słucha i Który Leczy. Chciałem odnowić moje wysiłki przekroczenia tego bezpiecznego domu, który zbudowałem dla Chrystusa, i rzucić się, by Go szukać we wszystkim wokół, tak jak mówił o tym św. Ignacy Loyola.

            Jak to jednak pokazać studentom? Odpowiedź przyszła, gdy siedziałem w moim zarośniętym ogrodzie i oceniałem ich semestralne prace. Poprosiłem studentów, by napisali o Izraelitach i ich wyjściu z Egiptu – to niezwykła, pełna niebezpieczeństw opowieść o błądzeniu po pustyni, o zatopieniu wojsk egipskich i o bezwzględnym poleganiu na Bogu w codziennej wędrówce. Najczęściej jednak czytałem coś takiego: „Bóg wspierał Izraelitów, ponieważ się do Niego modlili”.

            To zdanie jest prawdziwe. Nie obejmuje jednak całego obrazu. Zrozumiałem, że muszę pomóc moim studentom połączyć wszystkie kropki i odrzucić Boga-automat do przekąsek, to znaczy pozbyć się wizji, w której wrzucamy oto monety (albo modlitwy) i automat wydaje nam nasze zamówienie. A zatem na kolejnych zajęciach rozmawialiśmy o historii odkupienia w Starym Testamencie. Abraham został wezwany, by opuścić Ur i udać się w nieznane. Zostawił wszystko, aby pójść za Bogiem wiedziony niejasną obietnicą, że coś czeka na niego w obcej ziemi. Rozmawialiśmy o płonącym krzewie i Mojżeszu zdejmującym sandały, bo stoi na ziemi świętej, i o Eliaszu karmionym przez kruki, do którego Bóg mówił przez szmer łagodnego powiewu, przychodzącego, gdy minęło już trzęsienie ziemi i wielka nawałnica. Biblijne historie, jedna po drugiej, głoszą piękną i niepojętą tajemnicę Boga.

            I wtedy powiedziałem – z taką pasją, jakiej zapewne nigdy u mnie nie widzieli: „To jest Bóg, który zaprasza was do wielkiej przygody, mogącej zmienić wasze życie, i który rzuca wam wyzwanie, by wyjść naprzeciw wielkim sprawom. Jak to ujął pan Beaver z Opowieści z Narnii o Aslanie: »On nie jest bezpieczny, ale jest dobry«”.

            Tak naprawdę bezpieczeństwo w naszym życiu to iluzja. Ludzie i zdarzenia wciąż nas zmieniają, ku dobru albo ku złu. Dobrym przykładem jest tu małżeństwo. Gdy spotkałem swoją żonę na Uniwersytecie Notre Dame na zajęciach o Trójcy Świętej, wiedziałem, że ona zmieni moje życie. I ona wciąż to robi, każdego dnia. Stawia mnie przed wyzwaniem, bym nieustannie stawał się lepszym mężem i ojcem. To nie jest bezpieczna sytuacja. Nie mogę spocząć w moim komforcie i żyć w świecie własnych myśli. Ale tak naprawdę ta wielka przygoda, którą zaczęliśmy kiedyś z żoną, zmieniła nas oboje.

            Powiedziałem moim studentom, że jeśli ludzka istota jest w stanie zmienić nas tak bardzo i może zabrać nas w tak niezwykłą podróż, wyobraźmy sobie, co może zrobić Bóg. On zabiera nas w pełną przygód drogę, której nigdy byśmy nie planowali, do miejsc, o których nigdy byśmy nie pomyśleli. Bóg chce nas przemienić nie po to, abyśmy czuli się w naszym życiu komfortowo, ale abyśmy wspinali się ku niebu, pięknemu darowi łaski, który dla nas przygotował.

            Ta łaska nie czyni nas ludźmi miłymi – gdyby tak było, to byłaby to sprawa jedynie powierzchowna. Ta łaska przemienia nas tak, jak wino zmienia się w krew Chrystusa w Eucharystii. Ona płynie z pełni tego, kim jest Bóg, i dlatego zrywa wszystkie, choćby najlepiej ułożone nasze plany. Nam się wydaje, że wiemy, co jest najlepsze, ale Bóg się z tym nie zgadza, bo nas kocha.

            Święty Jan od Krzyża napisał kiedyś: „Jeśli myślisz, że możesz znaleźć Boga w cieple swojej sypialni, to nigdy Go nie znajdziesz”. Podróż ku poznaniu Boga prowadzi nas do miejsc, w których nigdy nie byliśmy, pomaga nam zauważać rzeczy niewidzialne i otwiera nasze oczy na zaskoczenia i radości, o których istnieniu nie wiedzieliśmy. Tylko ten, kto wyrusza w drogę, może zobaczyć to, czego inni nie widzą – i to jest to światło, które tracimy, gdy myślimy o Bogu w konwencjonalny sposób. Zastanawiamy się często, dlaczego życie nie ma sensu – dlaczego jesteśmy tacy nieszczęśliwi i dlaczego nasza egzystencja zanudza nas na śmierć. Gdzieś w głębi nas samych jest ta chęć, by podjąć to wyzwanie, tę podróż, tę przygodę.

            Ta książka to mapa, która pomoże nam opuścić komfort naszych sypialni i spotkać żywego Boga, który pragnie naszego życia. Gdy po raz pierwszy zaczynałem myśleć nad tym tematem, przypomniałem sobie pewne zdarzenie z czasów mojej szkoły średniej. Bywało, że służyłem do mszy pewnemu staremu, emerytowanemu księdzu, z którym lubiłem potem rozmawiać; cechowała go wielka powaga, ale równocześnie był wcieleniem żywiołowej radości. W czasie jednej z takich rozmów ks. Karl wyznał mi, że w nocy przed swoimi święceniami kapłańskimi, a było to w roku 1936 w hitlerowskich Niemczech, ukląkł przed tabernakulum i poprosił Boga: „Panie, weź sobie mnie całego, ale proszę, nie daj mi nudnego życia”. Jego życzenie się spełniło. Kilka lat później przydzielono mu funkcję kapelana wojskowego, miał służyć żołnierzom umierającym w Rosji. Po wojnie niemalże zginął w sowieckim gułagu. Gdy powrócił do Niemiec, posługiwał w wielkiej parafii.

            Ksiądz Karl uśmiechnął się i powiedział: „I nie nudziłem się ani przez chwilę”. Nie było w nim cienia goryczy z powodu lat straconych w czasie wojny, z powodu cierpienia w więzieniu, głodu albo problemów ze zdrowiem, które pozbawiły go szans na kościelną karierę – po prostu czysta radość robotnika w winnicy Pańskiej.

            Dziś, gdy stoję przed moimi studentami teologii, wspominam go i jego opowieść: z Bogiem jest życie, życie pełne przygód. Bóg, w którego wierzą katolicy, nie jest miłą, konwencjonalną istotą, ale radykalną, ogarniającą wszystko, czasem przerażającą tajemnicą.

            Ta książka jest zaproszeniem, by poznać takiego Boga. Odkrywając to, kim jest Bóg, dowiemy się, że On zaprasza nas do życia pełnego ekscytacji, ale doświadczymy także, że interesuje się naszym trwającym wiecznie dobrostanem. Postaram się zidentyfikować i nazwać niektóre przeszkody i idole, które utrudniają nam rozpoczęcie przygody z Bogiem, i podpowiem, jak je ominąć. Chcę wam pokazać, że wędrówka z Bogiem oznacza przygodę naszego życia i naszej wiary. I ostatecznie – mam nadzieję, że zrozumiecie, iż Bóg kocha was zbyt mocno, aby być tylko miłym.

FRAGMENT | KSIĄŻKA w wydaniu tradycyjnym | E-BOOK po premierze

 



Komentarze